wtorek, października 04, 2022

Co nam zostało z tych lat?

Podczas, gdy młodzi bujają w obłokach fantazji, starsi, zmęczeni życiem ludzie, chętnie wybierają odpoczynek – tym razem jeszcze nie wieczny? - Dobrze, że lubimy śnić i do końca swego życia całkiem nie wyrzekamy się marzeń. Na okoliczność, gdy mieliśmy dobry lub zły sen, najbliżsi zwyczajowo lub z grzeczności pytają, co ci się śniło. Bywa, że nawet, gdy nikt nas tak nie zapyta, z jakiegoś powodu sami nie możemy czegoś zapomnieć. U starszych ludzi dobra pamięć to przywilej, podobnie jak zdrowy kontakt z rzeczywistością; jedno i drugie świadczy o sprawności umysłowej, bo z fizyczną czasami już różnie bywa.

Nasze młodzieńcze plany i nadzieje zwykle są poddane próbie czasu, niektóre rozwiewają się bezpowrotnie. Inne, zanim je spełnimy, muszą obumrzeć na pewien czas, bo niecierpliwość ich nie przyspiesza. Zdarza się na ogół, że nie udaje się nam za życia widzieć owoców naszych starań i zwykle wierzymy, że pewne marzenia współczesnych ludzi spełnią dopiero następne pokolenia. Był czas, że miałem kryzys i poczucie porażki życiowej. -Jakie się wtedy ma sny? – Jeden z nich zapamiętałem: Prosiłem mego Tatę, który już dawno zmarł –niech z Bogiem spoczywa, aby za mnie zaśpiewał piosenkę Mieczysława Fogga: Co nam zostało z tych lat, bo ja za bardzo się wzruszam i nie mogę; jest dla mnie zbyt łzawa. Ojciec popatrzył pogodnie i wyrozumiale. Ostatecznie łzy, co nie schną nie skłoniły go do śpiewu. Rano, po przebudzeniu, przemyślałem mój sen na chłodno i z większym dystansem.

Marzenia wędrują w czasie LEDOR WADOR (hebr. z pokolenia na pokolenie). Przypominam sobie kołysankę, którą w dzieciństwie śpiewał mi Tata: Zawiodły me sny synku mój, lecz wszystkie ty spełnisz, synku mój! I módl się, co noc, by Bóg ci dał moc (-los?) iżbyś żył! (–Tyle zapamiętałem, taka była odpowiedź i propozycja na moją prośbę z tego snu). Była wojna, a Ojciec marzył, abym ja już żył w pokoju. Uczył mnie zaufania do Boga, który daje życie. -Temu służyła jego kołysanka. Innym marzeniem było wykształcenie, na które Tata wówczas nie miał żadnych szans. Był uniwersalnym rzemieślnikiem: potrafił wykonać lub naprawić najróżniejsze przedmioty. -Wreszcie muzyka - chciał rozwinąć talent muzyczny; lubił śpiewać i grał po weselach na skrzypcach swojej roboty.

Nie wiem czy te marzenia były szczęściodajne, ale przynajmniej w części spełniły się w następnych pokoleniach. - Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

- Dziadku, dlaczego rodzice tak często pragną i oczekują byśmy już od dzieciństwa szli za ich, a nie naszymi marzeniami, jakby chcieli uszczęśliwiać dzieci na siłę?

-To trudne pytanie. Myślę, że dzieje się tak z kilku powodów: pierwszym jest sztafeta pokoleń – jakoś mamy to w genach, oczekujemy ciągłości, kontynuacji naszych osiągnięć, tradycji i szczęśliwego finału pewnych niespełnionych nadziei. Inne przysłowie mówi o takiej bliskości z przodkami: Wyssaliśmy to z mlekiem matki, cieszymy się z sukcesu, gdy sprawiamy im duży zawód, narzekają na wyrodne dzieci.

- Myślę, dziadku, że musimy jakoś wyrazić to, co jest w nas, rozwinąć się i spełnić, a nie tylko żyć na czyjeś wyobrażenie. Chcemy postępować według własnych przekonań; uczyć się odpowiedzialności za życie własne, a potem i podopiecznych.

- Masz rację: Wiele zamierzeń jest w sercu człowieka, lecz wola Pana się ziści. Prz 19,21. Czasem zaborcza miłość sprawia, że rodzice nie dają wyboru, ani szansy na zmianę ich planu: Żelazo żelazem się ostrzy, a człowiek urabia charakter bliźniego. Prz 27,17. Tam, gdzie nie ma miejsca na świadomy wybór, jest tylko autorytet lub czasem, przy braku zaufania - manipulacja. - Lepiej śpiewać dzieciom kołysanki.

Ze swej strony mogę powiedzieć: Nie wszystek umrę! – Mam dzieci i wnuki.-To jest społeczny wymiar nieśmiertelności! Dobrze się dzieje, gdy nasze oczekiwania motywuje miłość. -Kocham i dlatego wymagam; spodziewam się dobrej woli (nie po prostu posłuszeństwa). Nie oznacza to, że w gronie zaufanych osób nie mam prawa dobrze radzić lub wyrazić swoją opinię - często słyszę Kto cię pyta o zdanie!

- Dziadku to mi się kojarzy, że na przestarzałe poglądy i propozycje potrzebny knebel, inaczej: nowy kaganiec oświaty i sposób wyrazu szacunku inaczej: starzy doradcy mają być jak bożki, co mają oczy, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą i mają usta, ale nie mówią. Por. Ps 115(113B)5-8. Przy tym nowsze trendy tłumaczą, że niektórzy z bojaźni bożej boją się chodzić na nabożeństwa.

- Podoba mi się twoje poczucie humoru; by zmienić myślenie, trzeba zmienić język!

- Dziadku: dam ci dobrą radę: lepiej żartować niż zrzędzić!

-Wyobraź sobie, że Jezus o sprawach poważnych potrafił też mówić dowcipnie: <<Powiadam wam, jeśli ci umilkną kamienie wołać będą>>. –Miał na myśli uciszenie swoich uczniów i udzielił głosu kamieniom (posągom)?

- Pamiętam kilka filmów, w których była scena: ktoś idzie na cmentarz, klęka przed grobem ojca lub matki i prosi o radę tych co już umilkli

-Tak naprawdę liczą na to, że w duchu jeszcze mogą coś poradzić?

- W rodzinie, w gronie najbliższych, jest miejsce na wolność i każda osoba ma prawo do własnego zdania (i do wypowiedzi oczywiście - dotyczy to także rodziców i dzieci). -Doradców możemy potrzebować również wtedy, gdy ich już zabraknie?

Ważne wskazania znajdziesz w Księdze Mądrości Syracha:

Każdy doradca wysoko ceni swą radę, a przecież bywa i taki, który doradza na swoją korzyść. Strzeż się doradcy <<który chce cię zmanipulować i wykorzystać>> (…) Natomiast z człowiekiem pobożnym trzymaj znajomość, a także z tym, o którym wiesz, że strzeże przykazań, którego dusza podobna do twej duszy, i kto, jeślibyś upadł, będzie współczuł tobie. Następnie trzymaj się rady twego serca, gdyż nad nią nie masz nic godniejszego wiary”. Syr 37,7-8a.12-13.

Mentor, nawet najlepszy, nie zastąpi mojego własnego sumienia, ale marzenia, plany, jak też ważne przedsięwzięcia wymagają życzliwego wsparcia lub działania w zespole..

- Dziadku, wspomniałeś o społecznym wymiarze nieśmiertelności, że to jest potomstwo. –Z medycznego punktu widzenia decyduje przekaz genów, natomiast w wymiarze społecznym ważne są wartości kultury. Czy możemy powiedzieć, że w teologicznym, duchowym, sensie (do nieśmiertelności) koniecznie potrzebujemy odrodzenia i zmartwychwstania? -Słusznie! -W to wierzymy i tego oczekujemy.

A więc, gdy już nic nie możemy zabrać z sobą pozostała nam jeszcze nadzieja!

-Może będzie okazja porozmawiać o zmianach języka i myślenia? Nawet mój komputer podkreśla na czerwono niektóre wyrazy uznane za przestarzałe.

-Czy chodzi tylko o czas? Pamięć społeczna i tradycja już nie sięgają w głąb historii?

Tandem

Życie nie jest po prostu nowelą, ale, z punktu widzenia filozofii, jest bytem w czasie.

A w teologii żydowskiej i chrześcijańskiej, praktycznie w wierze i nadziei, również poza czasem tj. w wieczności. Jest w nim coś boskiego? Niecierpliwy czytelnik mógłby przerwać ten wywód, jako śmieszny lub nie w porę: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Dz 17,32b.
Bardziej życzliwi skróciliby wstęp dopingiem:
do rzeczy dziadku, do rzeczy!

W sobotę, dawno niewidziany kolega Janek, którego spotkałem w Krypnie zagadnął przy powitaniu: ciągle jeździsz rowerem, jakbym nie miał w życiu nic innego do roboty.
(Nie wspomnę, że to była nasza, być może ostatnia dłuższa rowerynka). Wcześniej Ks. Józef, mój moderator i przyjaciel, podobnie zapytał:
Co robisz Romanie oprócz tego, że jeździsz rowerem? Zacząłem się poważnie zastanawiać: Jaki sens miało moje długie, dotychczasowe, życie? Czy jestem choć w części człowiekiem spełnionym? Czy jest miejsce w tym życiu na święto plonów, jakieś dożynki w sensie duchowym? Może jestem tylko nikomu już teraz niepotrzebnym emerytem i kompletnym bankrutem życiowym? Wtedy otrzymałem w nadziei pocieszenie:


Wielkodusznie postąpił Pan z nami:

staliśmy się radośni

Odmień nasz los, o Panie,

Jak strumienie w [ziemi] Negeb.

Którzy we łzach sieją,

Żąć będą w radości.

Postępują naprzód wśród płaczu,

Niosąc ziarno na zasiew;

Z powrotem przychodzą wśród radości

Przynosząc swoje snopy”. Ps 126(125), 3-6 (BT).


Widocznym owocem życia (małżeńskiego) są dzieci, a co z owocami niewidocznymi –duchowymi? Nasze i kolejne pokolenia przeminą! Bezpowrotnie?

Czy jest owoc życia, który nie przemija?

Ale jazda! Zachwycali się młodsi koledzy. Właśnie: jaka to jazda?

Może znasz jakiś aspekt filozoficzny roweru? Kiedy jesteś w ruchu zachowujesz równowagę i tracisz ją gdy się zatrzymasz. Nie możesz stać bez podparcia za długo; albo jedziesz do przodu, albo zsiadasz i na pobocze, bo ktoś szybciej jadący z tyłu mógłby się z tobą zderzyć.

Zatrzymuję się na wąskiej ścieżce i wszyscy jadący za mną muszą się zatrzymać. Spowoduję karambol, albo co innego? Jest tu analogia do życia? Ruch do dojrzałości <duchowej>, zastój lub regres; mamy, jak Jezus, czynić postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i ludzi. Por. Łk 2,52. Kryzys zastoju może się skończyć ożywieniem, lub przylgnięciem do różnych dóbr; w gorszym przypadku nawrotem do starych nawyków i nałogów.

-Dziadku teraz wiem dlaczego nie chciałeś zrezygnować z Ruchu Światło-Życie; słusznie! -Masz poczucie humoru, w twoim przypadku, życie nie jest nowelą, tylko bardzo długą rowerynką. Którą z przygód <rowerowych> zapamiętałeś jako wyjątkową z jakiegoś bardzo ważnego powodu? Czy poza rozrywką wiązały się z tym szczęściodajne wydarzenia? Młodzi ludzie - dzieci – (i inne stworzenia) czerpią radość z zabawy; w ten sposób uczą się życia. Rower to dziecinna zabawka? Pewien człowiek ze statusem twierdził, że to jest wielki obciach żeby ktoś taki jak ty jeździł rowerem, co innego samochód –powaga! Czy to cię nie krępowało i nie zawstydzało? – Bynajmniej! Wiem, w dzieciństwie nie miałeś roweru, jeździsz dopiero od 1974r.; czy w związku z tym miałeś dziecinne pragnienia? A jakże. Od 1965r. mam motocyklowe prawo jazdy i nie miałem motoru, ani samochodu, choć mogłem, nie pragnąłem mieć takich pojazdów. – To chętnie zapisaliby cię do partii zielonych.

Ksiądz prof. Czesław Gładczuk, kapelan KIKu i lider naszej grupy rowerowej miał przed seminarium skuter Osa, ale potem zdecydowanie przesiadł się na rower i przez całe życie nie kupił samochodu. Wspominałem ci kiedyś, że chciałem z nimi jeździć i właśnie od niego otrzymałem w prezencie rower turystyczny Albatros. –Klasa, piękny zielony metalik!

To mogłeś bujać w obłokach; Albatros to wielki, wspaniały ptak!

- Nie za długo, bo bardzo szybko mi go ukradli. Już bez marzeń kupiłem drugi podobny. Moim dziecinnym pragnieniem był tandem.

Zanim jeszcze dosiadłeś Albatrosa?

Chciałem, aby wszędzie towarzyszyła mi żona. Wyjaśnia to piosenka Urszuli Dudziak; pamiętam ją jako super przebój z naszych czasów studenckich:


Pójdę wszędzie z tobą

Nie zawaham się.

Pójdę wszędzie z tobą,

Aż tak kocham cię!

Przez pięć lat przechodziłem koło Gigantu (nie mówiono: obok Szpitala giganta, tylko po prostu: Gigantu). Kiedyś zobaczyłem parę młodych ludzi jak paradowali swoim, małym, czerwonym tandemem przed Gigantem. Pomyślałem, że to szczęśliwe małżeństwo, nie na osobnych rowerach, ale razem na jednym. Potem ich poznałem - byli rodzeństwem: brat trzymał kierownicę, za nim piszczała z radości jego siostra. Oddali mi swój tandem na przegląd techniczny i przez pewien czas nie przychodzili po odbiór zastrzegając wcześniej, że mogę nim trochę pojeździć. Spełniło się moje dziecinne marzenie o rowerze dla dwojga (małżonków). –I wtedy ruszyliście w tango? Jak namówiłeś żonę do takiego innego spaceru?

- Nawet ubogi krawczyk ma prawo do odrobiny szczęścia! Tak przekonywała swego tatę - mleczarza, jego córka żeby się zgodził na jej ślub z chłopcem, którego kocha i oboje dali sobie słowo. –Teraz już nie pamiętam czy to było na pożyczonym, czy już własnym, skonstruowanym przeze mnie. Miałem dwa tandemy własnej konstrukcji: jeden na torpedo, drugi na wolnobieg. Obu nie potrzebowaliśmy i wkrótce ten pierwszy dałem w prezencie małżonkom z Domowego Kościoła. Wcześniej otrzymałem od nich zimową kurtkę.

To radosne wspomnienie związane z rowerem to runda honorowa wokół Gigantu. Jeździliśmy z babcią Renią jak szalone dzieciaki podczas gęstego, łagodnego, deszczu. W 1975 lub 76r., po procesji Bożego Ciała była swoista kontynuacja (procesji i) świętowania, czyli pierwsza nasza wspólna rowerynka. Dla nas było to prawdziwe uniesienie duchowe.
Co się potem stało z waszym tandemem?

Służył nam dość długo. Żona nie była zachwycona tylko rowerem; cieszyła się samą przygodą i spacerem. Pamiętam jazdy po mieście. - Młodzi na nasz widok klaskali, takich rowerów nie ma! -Wtedy był jeden taki tandem? –Czy szukaliście poklasku?
-Nie, ale to też było miłe. Jeździliśmy do Łubnik na imieninową kawę do Janka Leończuka, który był nauczycielem akademickim, poetą, dyrektorem Książnicy Podlaskiej i sołtysem. (Przyjaźniliśmy się z Nim przez wiele lat). Jadąc na dłuższą trasę mieliśmy podwójną lekcję: sportu i okazję do dziwnych przeżyć. Po drodze rozmawialiśmy o współczesnym świecie i tragicznym końcu Sodomy i Gomory. Wieczorem w czytaniach mszalnych wg kalendarza Słowa Bożego księży Werbistów była przeznaczona na ten dzień zagłada Sodomy i Gomory. (Ponadto Renia nauczyła się
unosić w powietrzu, kiedy ją bardzo bolała pupa). Raz nam się zdarzyła mała awaria - jechałem po mieście z Renią, a na nasz widok znów rozległy się oklaski. Zatrzymaliśmy się na światłach, potem ruszyli z dwójki i oba koła się zósemkowały. Więcej już nie chciała ze mną jeździć. -Naszą relację zniszczył kryzys. Czasem jeszcze wypożyczałem tandem; jeździłem też z Adamem, Irkiem, Johnem, Jurkiem, Tadkiem i Treworem. Potem z żalem go sprzedałem. - Widziałem w TVP psychodramę Kabaretu Moralnego Niepokoju ze scenką: Romuś chce jeździć z żoną tandemem, naprawić z nią relację, ale ona nie da się namówić; jaka szkoda! -A przecież Ksiądz Jose Maniparambil napominał i mnie, abym ją miłosiernie przygarnął i pocieszył. RK

sobota, sierpnia 27, 2022

Radosne świętowanie i ufne czuwanie

 MP. Wierobie, 15.08.2022AD, Msza św. odpustowa.

Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele.
Rozradowali się przed Tobą,
jak się radują we żniwa,
.jak się weselą przy podziale łupu.
Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo
i drążek na jego ramieniu,
pręt jego ciemiężcy (.)”. Iz 9, 2-3ab (BT).

Święto Wniebowzięcia NMP (dawniej –Śmierci, Odpocznienia, Zaśnięcia) jest to nasze, tradycyjne, największe święto Maryjne znane w polskiej obrzędowości, jako: Matki
Boskiej Zielnej
(ze względu na zwyczaj święcenia ziół i zbóż) –to dożynki chrześcijańskie; dziękczynienie za plony pracy i owoce ducha (to jakby jesień życia). Święto narodowe - powiązane z rocznicami zwycięskich bitew i niepodległości – to święto Królowej Polski.

Wstęp: wytrwale i z nadzieją pracujemy, świętujemy i cieszymy się z darów i owoców.
* Boże Macierzyństwo: Ona jest najlepszą Matką Syna Bożego, Matką Kościoła i naszą. Dogmat o Bożym Macierzyństwie NMP – sobór w Efezie 431r. (Przeciw Nestoriuszowi).
* Wniebowzięcie: dogmat o Niepokalanym Poczęciu i Wniebowzięciu 1950r. Pius XII. Pp. To tradycja i wiara katolików. Wcześniej, wg Biblii, żywi wstąpili do nieba Henoch
i Eliasz: Rdz 5,24; 2Krl 2,11. Analogicznie jak oni Maryja nie zaznała śmierci.
* Królowa Polski. Kult królewskiej godności Maryi - koronacja obrazów i figur.
Złotą koronę z diamentami nałożył na obraz Maryi Grzegorz III pp. w Rzymie w 732r.
Matce Bożej, jako królowej oddały się Francja (1638), Portugalia (1646) i Polska (1656).
* W Polsce, jako pierwszy został ukoronowany obraz Matki Bożej Łaskawej w Warszawie (1651), a pół wieku później Czarnej Madonny w Częstochowie (1717). 

  • Kard. Stefan Wyszyński nazwał Maryję Wychowawczynią Syna Bożego.
    „Szczęśliwy mąż, którego Ty wychowujesz, o Panie, i prawem Twoim pouczasz”.
    Ps 94(93), 12. „Szczęśliwi, których moc jest w Tobie, którzy zachowują ufność w swym sercu”. Ps 84(83),6. Pierwszą wychowawczynią i wzorem jest nasza Matka.

Mamy wiele bardzo ważnych racji, aby świętować.

  • Wniebowzięcie NMP i dziękczynienie za plony oraz owoce

  • 102 rocznica Bitwy Warszawskiej; cud nad Wisłą - pokonanie bolszewików

  • 85 rocznica zbrodni ludobójstwa Polaków przez NKWD z rozkazu Stalina

  • 70 rocznica Powstania Warszawskiego; walka z okupacją niemiecką Hitlera

    Sekret pomyślnej przyszłości: obrona życia, rodziny i wartości chrześcijańskich; pielęgnowanie miłości, solidarność społeczna, pamięć historyczna i patriotyzm. Bóg hojnie nas obdarował. Uczmy następne pokolenia przyjmować i zdobywać dary. Skarb na wysokiej górze czeka na tych, którzy zapragną go i docenią jego wartość.

    1. Po żniwach dziękczynienie za plony: owoc ziemi i pracy rąk ludzkich

    Obfite zbiory z pól i łąk dobitnie świadczą o tym, że Bóg błogosławi naszą pracę
    i hojnie nas zaopatruje. Agrykultura (rolnictwo) jest oznaką naszego posłuszeństwa przykazaniu: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (.)”. Rdz 1,28c(BT). Święcimy zioła, zboża i wieńce dożynkowe.

    1. Żniwa duchowe - plon naszej dojrzałości

    Jak pola bieleją do żniwa, tak siwizna naszych głów wskazuje na jesień życia. Myślimy więcej o swoich osiągnięciach materialnych i owocach pracy nad sobą. Zastanawiam się jak mogę być zaklasyfikowany, kim jestem: pszenicą, żytem, dynią, burakiem a może jakimś ziółkiem? Mam jakiś plon swego życia, czy tylko pustkę?

    1. Czego uczymy się w rodzinie?

    Pamiętam jak w domu rodzinnym Mama przypominała mi, że „Dobrze wychowany człowiek zna mores”- (łac. „mos, moris”- obyczaj, „mores” l. mn. obyczaje), jako skutek sumowania się czynów moralnie dobrych. (Np. kto jest wierny, prawdomówny, wiarygodny, gościnny, opiekuńczy, ,sumienny, nie krzywdzi ludzi, nie upija się ten jest wg tego człowiekiem dobrze wychowanym; zna mores). -Wartości często są definiowane jako „sensy możliwe”, które urzeczywistniają się przez nasze wybory i czyny. Niektórzy filozofowie
    przyjmują istnienie obiektywne wartości; Do podobnych wniosków możemy dojść na drodze wiary. Tak twierdzi św. Paweł: „Jesteśmy bowiem Jego <Boga> dziełem, stworzeni
    w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”. (Ef 2,10). Rodzice przekazują nam prawdy, wartości i wzory; kształtują sumienia dzieci.

    1. Czego nas uczy Maryja Matka Boża, Matka Kościoła i Matka nasza?

    Jeden jest Mistrz i Nauczyciel – Jezus Chrystus i Maryja odsyła nas do Niego. „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. (J 2,5b.) Matka Boża najpierw uczy nas pokory i posłuszeństwa: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38b) Ukrzyżowany Jezus „ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: <<Niewiasto, oto syn Twój>>. Następnie rzekł do ucznia: <<Oto Matka twoja>>. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. J 19,27n. Jako uczniowie Jezusa wskutek tego, że jesteśmy dziećmi bożymi, stajemy się domownikami bożej rodziny, a Maryja jest naszą Matką i prowadzi do swego syna.

    .5. Czego uczy nas historia?

    Pamięć historyczna określa naszą tożsamość, którą zachowujemy pielęgnując ciągłość kultury materialnej i duchowej, owoców ziemi, pracy rąk i umysłów pokoleń, wiary ojców
    i naszej przyjaźni z Bogiem Każde pokolenie ma swój wkład w życie osobiste i społeczne
    *
    „Uczmy się wiary prostej, wprost dziecięcej, a równocześnie świadomej, dojrzałej
    i wypróbowanej. Wiary takiej, jakiej domaga się od nas – chrześcijan- dzisiejsza epoka” Św. Jan Paweł II

wtorek, czerwca 28, 2022

Humor Nauczyciela

 - Dziadku, czy zawsze musimy z taką powagą rozmawiać o rzeczach ważnych? Czy Pan Jezus ma poczucie humoru?

- Tak. To bardzo mądre pytania. Odpowiem ci jak potrafię; spróbuję też docenić twoje wymagania odnośnie radości i zabaw w sprawach najbardziej poważnych.
- Dziadku, dlaczego bogacz, po rozmowie z Jezusem, bardzo się zasmucił? Czyż Dobra Nowina nie jest radosna?
- Pozwól, że najpierw pochwalę Twoją dociekliwość, a teraz razem przeczytajmy opowiadanie o bogatym młodzieńcu i wspólnie zastanówmy się czego naprawdę brakowało [do szczęścia] temu człowiekowi. Propozycja Jezusa dotyczyła powołania go do grona uczniów, a może i apostołów. Biedacy zapewne zazdrościli mu i mogli wątpić w słuszność pospolitego porzekadła, że: „Pieniądze szczęścia nie dają”. -A on się zasmucił.

Zapytał Go pewien zwierzchnik: <<Nauczycielu Dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: <<Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij twego ojca i matkę!>> On odrzekł: <<Od młodości przestrzegałem tego wszystkiego>>. Jezus słysząc to rzekł mu: <<Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną>>. Gdy to usłyszał mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty. Jezus zobaczywszy go [takim] rzekł: Jak trudno bogatym wejść do królestwa Bożego. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego>>”. Łk 18,18-25. Por.: Mt 19,16-22; Mk 10,23-27.

- Wiesz dziadku, najbardziej podobało mi się to powiedzonko o wielbłądzie. - Z tym „uchem igielnym” to pewnie Jezus żartował? – Może nie chodziło o juczne zwierzę tak popularne u Żydów i Arabów, ani o zwykłą igłę do szycia? - A to zagadka!
- Owszem, masz rację! W Jerozolimie, tam gdzie Jezus nauczał, w murze były dwie bramy: mała i duża; na użytek świątyni i pasterzy. Tę małą – owczą bramę – nazywano uchem igielnym, a wysoka była dla wielbłądów, i nie tylko.
- Dziadku, już wiem: ten zwierzchnik był za wysoki do niskiej bramki, słyszałem, że wielbłąd może przejść przez nią na kolanach (pod warunkiem, że nie jest objuczony).
- To już część zagadki wyjaśniłeś! Czy chciałbyś rozszyfrować więcej?
- Zgoda, ale pozwól, że będę nadal zadawał pytania.
- Dlaczego Jezus wykorzystał oczywisty fakt, że wielbłąd jest wyższy od owcy? Przecież nie rozmawiał z jednym z pasterzy tylko z kimś wykształconym, może z faryzeuszem,
kimś takim jak Nikodem? Za przyrównanie go do wielbłąda mógłby się obrazić.
- Traktujesz tę –najkrótszą- przypowieść jako osobisty przytyk do rozmówcy?
Tym razem to dla mnie zagadka, którą mi zadałeś przez swą dociekliwość. Przypuśćmy, że ten rozmówca miał na imię Gamaliel. – „Gamal” po hebrajsku znaczy „wielbłąd”.
Teraz moja kolej: jak myślisz, dlaczego młodzieniec nie obraził się za tę aluzję?
- Bo Jezus spojrzał z miłością na niego zanim powiedział czego mu brakuje do doskonałości. Nie wiemy czy sprzedał swój majątek, ale pewnie nie zapomniał Miłości.

- Brawo dziadku! Czytałem w Dziejach Apostolskich o tym, że Gamaliel wygłosił, na zebraniu Sanhedrynu mowę w obronie Apostołów prześladowanych za wiarę i nauczanie, po której zostali zwolnieni z więzienia. Patrz: Dz 5,33-39.
- Jeśli rozmówcą Jezusa, bogatym młodzieńcem, naprawdę był Gamaliel, to nasza przypowieść o wielbłądzie i uchu igielnym jest dowcipna, twórcza i aktualna.
- Czy możemy przeczytać jeszcze przemówienie Gamaliela?

(.) Gamaliel, uczony w Prawie i poważany przez cały lud (.) zabrał głos w Radzie: <<Mężowie izraelscy – przemówił do nich – zastanówcie się dobrze co macie uczynić z tymi ludźmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i wypuście ich! Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie możecie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem>>. Usłuchali go. A przywoławszy Apostołów kazali ich ubiczować i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia [Jezusa]. nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach, i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie”. Dz 5,34-42. Por. Za 13,7-8.

Imponująca jest mowa i postawa Gamaliela. – Walczył jak lew [hebr.: Arie], i wygląda na to, że z wielbłąda stał się zakonspirowaną owieczką! W Biblii Tysiąclecia jest przypis: Gamaliel to „jeden z siedmiu najgłośniejszych nauczycieli prawa żydowskiego. Według późniejszej tradycji miał być cichym zwolennikiem chrześcijaństwa i nawrócić się”. Patrz: przypis do Dz 5,34.
- Dziadku, Apostołowie też mieli imponujące poczucie humoru i odwagę, że cieszyli się z cierpienia i kontynuowali DZIEŁO Jezusa! Czy możemy znaleźć tekst potwierdzający humor Pana Boga i jakoś odróżnić go od pospolitych dowcipów i sztucznej wesołości?

Psalmista zadaje pytanie:
„Dlaczego narody się buntują,
czemu ludy knują daremne zamysły?
Królowie ziemi powstają
i władcy narodów wraz z nimi
przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi.
<<Stargajmy ich więzy
i odrzućmy od siebie ich pęta!>>
Śmieje się Ten, który mieszka w niebie.
Pan się z nich naigrawa,
a wtedy mówi do nich w swoim gniewie
i w swej zapalczywości ich trwoży:
<<Przecież Ja ustanowiłem sobie króla
na Syjonie, świętej górze mojej>>”. Ps 2,1-6.

- Ten Psalm opisuje walkę z Bogiem i Zbawicielem, z Kościołem, wiarą i cywilizacją chrześcijańską. Na szczęście Pan Bóg ma poczucie humoru; podobnie i Chrystus Król.
- Chciałbym jeszcze zapytać o konsekwencje polityczne i społeczne, jeśli mamy czas i okazję o tym rozmawiać.
- Gamaliel w mowie obronnej prawdopodobnie powoływał się na to proroctwo, które przypomniał I wypełnił Jezus przed aresztowaniem. Mt 26,31-35. Por. Za 13,7-8.
- Czy możemy się upewnić? Ten wątek jest ciekawy i, w pewnym sensie, nowy dla mnie, a przy tym dotyczy naszych problemów wiary.

Wówczas Jezus rzekł do nich: <<Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei>>”. Mt 26,31-32.

Uderzenie w pasterza, to swoiste sito, które odsiewa słabych, ale Jezus wiedząc o naszej słabości nie zwątpił w wartość swych uczniów, wyznawców, i tych, których wciąż posyła; nie zwątpił w nas Z pewnością Kościół, który przeszedł i przetrwał te wszystkie próby jest Dziełem Bożym.
-Interesują mnie jeszcze liderzy polityczni i ich zwolennicy.
-Gamaliel wyjaśnił, że ludzkie układy i struktury nie mają większej trwałości historycznej. Po śmierci lub upadku lidera jego myśl, czy sprawa rozpadnie się.
-Czy takie kryterium trwałości struktur i procesów społecznych jest powszechnie ważne? Czy, na przykład, po śmierci tyrana wojna się skończy?
- Tak, ale nie od razu, natychmiast. Trwały pokój jest zbudowany na sprawiedliwości.
Jezus jest Księciem Pokoju i Królem sprawiedliwości. Nasz dobry humor i radość życia są owocem tych Jego największych darów danych nam po zmartwychwstaniu. To najlepsza wieść i nieprzemijająca nowina, że już nie jesteśmy Jego sympatykami, ale przyjaciółmi, powiem więcej jesteśmy dziećmi Bożymi. Przekonuje nas o tym św. Paweł, gdy pisze:

Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. (.) Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale”. Rz 8,14.16-17.

- To poprawia mi humor i napawa radością, wiem, co wystarczy do szczęścia i dlaczego mogę zrezygnować z wyścigu po władzę, zaszczyty, sławę i inne dobra tego świata.
- Miłość nigdy nie ustaje – bo miłość jest z Boga. (Por.: 1Kor 13,8a; 1J 4,7b.).

B-stok 19.06.2022 A.D. Roman J. Koper

Wdzięczność

Nauczycielu,

Tyś nam zaszczepił uśmiechy
Jak róże szlachetne.
Wśród gajów nieznanych
Wiodłeś nas tam,
gdzie najpiękniej.

Dałeś nam poznać swą władzę;
Doświadczyć miłości
I w trudach życia
Okazujesz pomoc!
- Ty ogarniasz mnie zewsząd
I kładziesz na mnie swą rękę

Zdobyłeś moje zaufanie!
Idziemy razem i wciąż chciałbym
Jak dziecko mieć pewność -
Więc trzymaj mą dłoń w swojej dłoni
I na ramieniu Twą rękę
Abym wytrwał do końca!

Rzeka

Bul bul, bul bul bul, bul bul, ból…
Rzeka śpiewa.
Płyną korki po fali jak piegi.
Niejeden zanurzył się w tobie,
A ty wciąż jesteś czysta.
Rzeko,
Chciałbym napić się twej wody
Jak jeleń, który pragnie
Zanim padnie bez siły.
Czy to zapewni, że jesteś czysta?
Rzeko nadziei,
Oto stoi Ten,
Który każdego oczyszcza
I ten, co zanurza mówiąc:
<<HINE SEH HAELOCHIM
HANOSE HATAAT HAOLAM>>*
(*Hebr.: „Oto Baranek Boży,
Który gładzi grzech świata”. J1,29b).


Małe formy – prosto „kroszki” (ros.: „kroszecznyj – drobny)

Sożaleju Oj, zbanoki Pustiaki! Ech, baniaki Miedniaki! * Czy znajdzie się Budto gliniak Libo fajans Mieżdu wami jaki? *(ros.: „miednyj”- miedziany). (Więcej o naczyniach: 2Krl 4,1n) Ja, Wołk Domniemana rozmowa św. Franciszka z wilkiem stepowym. (-Nie tym z Gubio). Homo et lupus fratres - Człowiek i wilk są braćmi! Połóż tu, co masz dla mnie! Radzę ci - lepiej nie zwlekaj! Zachowaj stosowny dystans, Trzymaj się odtąd z daleka! „Ja wołk, ty mienia nie trogaj!” -Jestem wilkiem, ty mnie nie tykaj! Ja boso, ty zaś w „sapogach”, Czy w lesie nie masz konika?! Nie próbuj mnie oswoić, Przed nami ledwie chwilka! Wiem, że się mnie nie boisz. -Nakarm i ‘ostaw’ wilka! Żyjesz z rozboju przecież, Jednak prosisz o litość? Czy nie chcąc mieszkać w lesie, Musisz zachować dzikość? *** Morał: „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka!” B-stok, 16.XI.2021AD R.K.

Halo, tu Białystok

Kiedy idziesz i patrzysz W tablet lub smartfon nie widzisz znajomych, Ludzi, którzy gdzieś spieszą, Sami, z dziećmi lub z pieskiem Ubranym w kaftanik. Nie wiesz, że niektórzy chcieliby Zobaczyć kolor twoich oczu? Jedni są smutni, inni uśmiechnięci. - Idąc ulicą M. C. Skłodowskiej W kierunku zwierzyńca Patrz nie tylko na chodnik. - Dziecko mówi ci „dzień dobry!” Piesek się oblizuje na twój widok- - Już cię to nie zachwyca i nie interesuje? Możesz się zdziwić – zobaczysz milczących Świadków, mogą przemówić do ciebie. - Przecież to tylko dwa drzewa: Z prawej strony, za żelaznym płotem: Jedno ma kształt krzyża, a drugie menory! - Krzyż i menora, jak małżeństwo mieszane, Bez słów mówią o pokoju! - To drzewa owocowe, Uformowane przez Ogrodnika! Ktoś odciął jedno ramię krzyża i szczyt menory, Bo zasłaniały bilbord, którego już nie ma! Te drzewa wciąż milcząc, okaleczone Świadczą, jak dobre małżeństwo, O jedności, wierności i pokoju. Idź dalej, podziwiaj drzewa, które coraz śmielej, Wdzięczą się na wiosnę, Wiatr je zachęca by się kłaniały, Również przed tobą! Na gałęziach wiewiórka Pozuje, jak ruda panna, zechciej, choć spojrzeć! Ptaki, coraz głośniej, koncertują bez biletów! - Pomyśl, że i dla ciebie. Podnieś głowę – zobaczysz otwarte okna W domach starych i nowych Uśmiechnij się, Ktoś na ciebie patrzy! Białystok, 10.04.2022 A.D. Roman Koper

Wspomnienie i świeże refleksje

„Człowiek roztropny nie gardzi myślą [obcą]…” Syr 32,18a(BT). Papież Franciszek zachęca nas do ewangelizacji i troski o ludzi na peryferiach. Obiegowe opinie lokują ich na manowcach lub marginesie życia społecznego. Nie chciałbym i nie zamierzam trzymać się schematów, ale warto przyglądać się doświadczeniu pokoleń zawartemu w języku, który koduje, przechowuje i przekazuje informacje, sensy i emocje z nimi przenoszone w relacje konkretnych ludzi. Język, jako organ ciała, giętko może omijać prawdę nie dlatego, że nie ma kości, ale wskutek intencji i sumienia osoby. Tego nie narzuca nam obyczaj językowy, Funkcjonuje natomiast obiegowa ideologia, która streszcza się dość banalnie, że „co jest możliwe jest dozwolone, zatem trzeba tak działać”; dość cyniczna reguła różnego typu oszustów: „Vulgus vult decipi, ergo decipiatur”.1 Przypomina mi się słynna modlitwa J. Tuwima. „…słowom przywróć jedyność i prawdziwość – niech „prawo” zawsze prawo znaczy, a „sprawiedliwość” sprawiedliwość!” 21.XI.2021 minęła siódma rocznica śmierci prof. Henryka Jankowskiego. Mam „poczucie moralne”, żeby go teraz wspominać. Słuchałem jego ciekawych wykładów, a w 67r. był recenzentem mojej pracy magisterskiej. Najbardziej wzbudził moją czujność umysłu i zaimponował demaskując tzw. definicje perswazyjne, które ‘przesterowują’ sens słów na dwa sposoby. Ta operacja inżynierii społecznej zakłada zmianę: 1) zakresu pojęć i ich desygnatów oraz 2) ładunku emocjonalnego związanego z ich wyrazami. Np.: „pyszne” już nie znaczy „napiętnowane, jako grzech główny”, lecz jako „coś dobrego, znakomitego”, sumienie nie oznacza sądu moralnego, zdefiniowanego, jako „synteresis” lub „syneidesis” - czyli zgodność sądu, czy pojęcia z etosem społecznym lub z Bogiem u ludzi wierzących, lecz jest nazwą „subiektywnego poczucia moralnego” funkcjonującego w społeczeństwie na określonym etapie rozwoju historycznego (relatywizm). Zastąpienie sądu sumienia poczuciem moralnym uchyla zarzut wymierzony w etykę prof. Tadeusza Kotarbińskiego, że „pachnie zakrystią lub plebanią”. Nie myślałem wówczas o przekłamaniu przez „definicję perswazyjną”. Prof. Maria Ossowska w swych wykładach i pismach z zakresu socjologii moralności wskazała na przypadek – „moral insanity” (obłęd moralny) u socjopatów, którzy nie mają sumienia i obecnie nie mogą na wolności funkcjonować w cywilizowanym społeczeństwie. Ważnym zadaniem jest wychowanie dzieci i formacja prawego sumienia! Walka o „klauzulę sumienia” w szkołach, sądach, szpitalach i w życiu aktualnie się zaostrza. Prof. H. Jankowski miał też wykształcenie prawnicze. Zapamiętałem dwa przykłady z pogranicza prawa i moralności. „Konflikt wartości” ilustrował traktorzysta, który orząc pole zahaczył o słup i uszkodził ciągnik narażając własne życie. Spowodował stratę dobra społecznego i należy go ukarać, ponieważ utrzymywał rodzinę i tę też naraził na szkodę, bo pewnie będzie musiał pokryć koszta naprawy. Zatem tym bardziej należy go ukarać. Teraz myślę, że nie ma tu konfliktu wartości społecznej i prywatnej, lecz tylko konflikt interesów władzy komunistycznej i obywateli. Drugim jest przerzucenie odpowiedzialności tylko na pracownika. W normalnym społeczeństwie byłby to raczej problem braku ubezpieczenia. Kolejnym przykładem jest „szkodnik Paszukanis”, który uważał, że prawny oskarżyciel powinien udowodnić winę powoda („onus probandi” –„ciężar dowodu”), a nie oskarżony swoją niewinność, (zasada domniemanej niewinności). Nie mówiąc o zasadzie właściwego przesłuchania: „audiatur et altera pars”, „sine ira et studio” i prawie do obrony. Sędzia Paszukanis podważył zasady stalinowskiego prawa. Został napiętnowany, jako szkodnik społeczny i wróg publiczny. Doceniam aktualność koniecznej reformy prawa i sądownictwa w Polsce, kontynuujące lewicowo-liberalne zakusy likwidacji rodziny, państwa i kościoła. Podziwiałem odwagę Profesora; było to dawno po śmierci Stalina i tzw. „odwilży”. Prof. Leszek Kołakowski wytykał legalne bezprawie i deprawację („prostytuowanie społeczeństwa”) przez PZPR i jej władze w PE ER Elu. Pochwalał niekonsekwencję i szybko musiał emigrować, bo został uznany za rewizjonistę i groziły mu represje. Zamierzał wrócić za dwa lata, a mógł aż po czterdziestu dwu. Analogicznie do „Medytacji o życiu godziwym” (T.K.) prof. H. Jankowski napisał swoje „Drogowskazy” pokazujące jak żyć w socjalistycznym społeczeństwie w procesie przebudowy, na drodze do komunizmu. Zapytany „Czy szanowny Autor podąża wskazaną drogą?” odparł pytaniem: „Czy drogowskaz idzie w kierunku, który wskazuje?” Niestety utkwił na rozstajnych drogach. Czy tam pozostał nie wiem. Może miał konflikt sumienia, bo był człowiekiem myślącym i wrażliwym; skutkiem tego nie stronił od alkoholu? Podobnie jak prof. Leszek Kołakowski, prof. Henryk Jankowski też był działaczem młodzieżowym. Dziadek prof. T. Kotarbiński wygłaszał otwarte wykłady w czytelni przy Empiku adresowane do młodzieży robotniczej. Kiedy zostałem z polecenia KW PZPR relegowany z uczelni, jako nauczyciel akademicki i odsunięty od pracy z młodzieżą poprosiłem o pomoc prof. Henryka Jankowskiego. Po zapoznaniu się z moim problemem powiedział tajemniczo: „Skoro powiedziałeś ‘A’ trzeba powiedzieć ‘B’”. Jednym słowem dopingował mnie: idź dalej, bądź konsekwentny! Inaczej niż Leszek Kołakowski, który pochwalał niekonsekwencję. Podążanie złą drogą, to nie jest żadna konsekwencja, a raczej nałóg, upór i nieroztropność oddalająca od celu. Jestem wdzięczny moim Profesorom za mądre rady, ale nie ‘pasuje’ mi subiektywizm i relatywizm „Drogowskazów”. Próbuję zrozumieć jak się robi rachunek „poczuć moralnych” i co się zyskuje po takim „zabiegu”. Pocieszam się, że drogowskaz nie podąża tam, gdzie wskazuje. Smuci mnie fakt pozostania „Drogowskazu” na rozstaju dróg. To może być za duża cena „konsekwencji”! Wykłady i lektury dotyczące tematu styku prawa i moralności oraz ducha i etosu prawa, jego zasadniczej zgodności z systemem wartości i regułami postępowania, przy wszystkich różnicach między moralnością i prawem, sprowadza się do tego, że prawo moralne (i prawo stanowione w ogólności) są obiektywnymi normami postępowania, natomiast subiektywną normą moralności jest sumienie. Ważne są także godziwe motywy postępowania wyrażające dążenie dobrej woli do wartości: prawdy, dobra, piękna, współczucia, sprawiedliwości, szczęścia i w tym wszystkim do świętości. Świadectwo słowa i życia, daje wzory osobowe ku zbudowaniu innych. Ważna jest każda relacja osobowa, ale złe towarzystwo może wchłonąć pojedyncze osoby, a „Kto trafi między wrony, musi krakać tak jak one”. Mama przypominała mi, że „Dobrze wychowany człowiek zna mores”- (łac. „obyczaje”, jako skutek sumowania się czynów moralnie ‘walentnych’). Wartości często są definiowane jako „sensy możliwe”, które urzeczywistniają się przez nasze wybory i czyny. Niektórzy filozofowie przyjmują obiektywne istnienie wartości. Św. Paweł tak pisał: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”. Ef 2,8-9(BT). Białystok, 29.11.2021A.D. Roman J. Koper

W jedności siła

Słowo zachęty w Nieszporach na Dzień Zesłania Ducha świętego. 5.06.2022 A.D. (Zielone Świątki, Pięćdziesiątnica) Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Ef 4,3-6. (BT). Duch Święty jest Bogiem, Duchem Miłości i Prawdy. Kluczowe słowa: Dawca Życia Bożego [gr. ZOO POJUN], Prawda [hebr. - EMET], wiara [EMUNA] i godny wiary [AMEN]. Cóż stoi na przeszkodzie, abyśmy byli napełnieni i ogarnięci mocą Ducha Świętego? Zielone Świątki, to Wiosna Kościoła. Porzućmy ‘starcze nałogi’, a więc ducha krytycyzmu [osądzanie, narzekanie, mściwość i zgorzknienie]. „z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości”. Ef 4,2. „Za każdy zły czyn nie unoś się gniewem na bliźniego i nie czyń nic, co jest dziełem zuchwalstwa”. Syr 10,6. „(.) Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. Mt 5,44b.48 Czy Pan Jezus oczekując od nas doskonałości proponuje coś niemożliwego? Doskonałość możemy uzyskać w miłości i w prawdzie. „Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała”. 1J 2,5. Kto karmi się Słowem Bożym, które jest Prawdą i dąży do jedności w Chrystusie, ten, zgodnie z pragnieniem Pana Jezusa, dąży do świętości. Por. J 17, 17n. Św. Paweł zadaje współwyznawcom, wierzącym w Chrystusa, pytanie retoryczne: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście.(…) Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci . Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” 1Kor 3,16; 6,19-20. Por. Ezdr 6,12. Drogą do jedności jest przebaczenie; obowiązek przebaczenia: „Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: <> Jezus mu odrzekł: nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy>>”. Mt 18,21-22. Więc przebaczaj bez końca! <>. Łk 17,3. Przebacz, jeśli żałuje. (Żal za grzechy jest jednym z warunków [Sakramentu] Pojednania. Potrzeba więc woli pojednania we wszelkich relacjach). - A co, jeśli odrzuca przebaczenie i nie ma woli pojednania? (Wrogość i pogarda: „pluję na twoje przebaczenie”). Ty jednak dąż do zgody! „Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody by cię nie pociągnął do sędziego, sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka”. Łk 11,58. Por. Mt 5,25. - Przebaczając uwalniasz się od swego przeciwnika! „Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi. (…) Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, kogo za syna przyjmuje (…) Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana”. Hbr 12,4.6.14. Św. Piotr zachęca: „Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów”. 1P 4, 8. – Czyich grzechów? – Moich i bliźniego. Przestań plotkować! Zrezygnuj z zemsty, nie bądź sędzią we własnej sprawie! „Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi. Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan – ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go, jeżeli pragnie – napój go! (.) Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” Rz 12, 18-21. – Słodka (szlachetna) zemsta zawstydzi złego. Wzajemna troska „Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem (.)” Hbr ·10, 24-25a Ty, wobec siebie, ciesz się beztroską „Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca”. Ps 37(36),4. „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” 1P 5,7. Największym darem miłości jest Obecność Boża „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca”. J 14,23b-24. Po Zmartwychwstaniu, przed Dniem Wniebowstąpienia Jezus ukazał się Apostołom. „A podczas wspólnego posiłku, kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: <>” Dz 1,4-5. „A Jezus (.) rzekł do nich: <>. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: <>” J 20,21-23. W ten sposób ustanowił sakrament pojednania i dał władzę odpuszczania grzechów. Pięćdziesiątnica „Kiedy nadszedł wreszcie Dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. (…) Jeden Duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim, tego co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę”. Dz 2, 1-4; 4,31-33. – W ten sposób Duch Święty umocnił pierwotny Kościół. Opr. R.K.

poniedziałek, września 19, 2016

Doradca

„Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo;
nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron.
Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro,
a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło.
Bo z obfitości serca mówią jego usta”. Łk 6, 44-45 (BT).

Niektórzy obserwatorzy ‘sceny politycznej’ stwierdzają, że Trzecia Rzeczypospolita jest pod pewnymi względami bezpośrednią kontynuacją Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Łatwo zauważyć w dziedzinie trendów szkolnictwa  i oświaty państwowej podobny nacisk na laicyzację wychowania. Dawniej wyrażano to jednym słowem: „partyjność”. Racja: kierownicza rola PZPR i hegemonia ZSRR to na szczęście miniony koszmar. Czy nauczyciele, lekarze, inżynierowie i prawnicy mogli sobie pozwolić na wolność moralną i postępować według sumienia? Tak wówczas jak i teraz w życiu publicznym wciąż są obecne osoby wierne wartościom chrześcijańskim i głosowi sumienia.
Pedagodzy wszystkich szczebli byli poddawani systemowej indoktrynacji. Nauczyciele akademiccy na przykład byli zobowiązani do podnoszenia swych kwalifikacji zawodowych i zdobywania stopni naukowych; ponadto musieli zdać ‘test partyjności’ i wykazać się ‘właściwą świadomością społeczną’. W 1967-72 macierzysta uczelnia delegowała mnie na seminarium doktoranckie na Uniwersytet Warszawski i szkolenia ideologiczne organizowane przez Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR w Warszawie. Na jedno z takich spotkań (mógł to być rok szkolny 1967/8) zaproszono prof. Tadeusza Kotarbińskiego, który jeśli dobrze pamiętam, miał wtedy osiemdziesiąte urodziny. Zorganizowano mu szczególny ‘benefis’: odczyt na temat ‘trudnych’ wyborów moralnych. Ogólnopolskie forum filozoficzne określało rangę tego wydarzenia. Były to jakby ‘świeckie rekolekcje’ dla towarzyszy z PZPR. Bez ironii: burzenie przez nich ładu moralnego opartego na religii, bez zastąpienia go wartościami, niezależnie od źródła tego kryzysu, prowadzi do katastrofy. Dostojny jubilat czasem jeszcze społecznie wygłaszał młodzieży robotniczej prelekcje na tematy filozoficzne
w empiku; tym razem radził pedagogom jak wychowywać młodzież, aby zmiany socjalistyczne nie pociągnęły całego społeczeństwa, w procesie transformacji ustrojowej, na dno. (Ze studentami nadal pracowała jego żona Janina Kotarbińska, z którą miałem zajęcia z logiki formalnej i metodologii).
Przepraszam Szanownych Czytelników, że nie będę cytować każdej wypowiedzi Prelegenta, spróbuję przekazać to, co najbardziej utrwaliło się w mojej pamięci; co nadal wydaje się ważne i aktualne.
Na wstępie prof. T. Kotarbiński powiedział mniej więcej tak: Mam wielki zaszczyt i olbrzymią satysfakcję, że przez całe życie nie należałem do żadnego stronnictwa < partii> i to mi pozwoliło pozostać wiernym etyce nauczycielskiej i nie nauczać niczego, o czym nie byłbym osobiście przekonany; < że to jest dobre, słuszne i prawdziwe>. (Por. List do Rzymian 14, 23).
Tą preambułą zadeklarował, że sumieniu nauczyciela przysługuje niezawisłość, a sąd moralny,
na który zgadzają się ludzie godni szacunku, jest normą etyki; sąd sumienia jest wspólny w gronie ludzi zacnych i ostateczny, przeto nie wymaga on innego uzasadnienia.
Prowadzący spotkanie doc. Janusz Kuczyński z wielką kulturą, pojednawczo i taktownie, złagodził nastrój towarzyszy zszokowanych, że profesor, w partyjnym gronie, szczyci się swą bezpartyjnością.
Są różnice, które są wartościami – powiedział. Właśnie to, co różni prof. T. Kotarbińskiego od nas
jest wartością na plus dla niego. Niech się szczyci każdy, kto jest człowiekiem sumienia!   
Dostojny jubilat, jako główny mówca w tej debacie, poszukiwał odpowiedzi praktycznych: ·jak postępować, by nie zasłużyć na wzgardę, lecz pozyskać słuszny szacunek?  (Zagadnienia etyczne)
jak ustrzec od nieszczęścia i uszczęśliwić siebie oraz osoby podopieczne, bliskie sercu?  (Felicytologia)
jak działać, aby wszystko, co się czyni układało się w sprawną całość?   (Prakseologia) ·Radził aby zbytnio nie filozofować. Wychowawca ma za zadanie pomóc młodym ludziom rozwinąć się w pełni. Wykształcić postawy: solidności i wiarygodności, opiekuńczej życzliwości, odwagi, dzielności w dobrem , współczucia i solidarności ze słabszymi i potrzebującymi.
Nadto wpoić ludziom odrazę do postaw i czynów nagannych, takich jak: tchórzostwo, zdrada, marazm, zawiść,  nienawiść, mściwość, okrucieństwo; wykształcić odruchy moralne: „by nie potrafili czynić zła, jak nie umieją zjeść żywego karalucha”.  (Por. Iz 1, 15-17; 2 Tm 3, 1-5).
Na pytanie jak podejmować trudne decyzje w przypadku kontrowersji (sporu) lub konfliktu wartości profesor radził: najpierw impuls serca, potem namysł i przykład ludzi szlachetnych. (Por. Jr 31, 33).
Zastanawiam się – argumentował – jak powinien postąpić człowiek, na którym można polegać, życzliwy i wierny, niezawodny przyjaciel. (Prelegent nie dobierał racji chrześcijańskich, ani światopoglądowych, do swoich tez, gdyż uważał, że to zbędne. Zasadniczo był w zgodzie z nimi). „Szczęśliwy mąż, który się ćwiczy w mądrości i który się radzi swego rozumu, który rozważa drogi jej w swym sercu i zastanawia się nad ukrytymi sprawami”. (Księga Syracha 14, 20-21 BT).
W braku pewności rozważam czy taki mój czyn nadaje się na przykład dla młodzieży.
„Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!” (Ewangelia św. Łukasza 17, 1-2 BT).   
Jeżeli nadal nie wiem jak postąpić, pytam żonę. (Oklaski). To mnie nie zwalnia od werdyktu sumienia! 
„Prawo wypełni się bez kłamstwa, a mądrość jest wypełnieniem tego, co mówią usta godne zaufania”. (Księga Syracha 34,8 BT). „Żyjących z tobą w pokoju może być wielu, ale gdy idzie
o doradców, jeden na tysiąc”. (Księga Syracha 6, 6 BT).   
„Sumienie nasze tak jest ukształtowane, że żąda od nas postawy opiekuńczej względem wszelkiej istoty doznającej znajdującej się w zasięgu naszego możliwego oddziaływania. (…) W sytuacjach konfliktowych, oszczędzać ile się da, tych, co się znaleźli po przeciwnej stronie barykady, ani jednego ciosu ponad bojową konieczność”- argumentował Tadeusz Kotarbiński. Był też przeciwnikiem kary śmierci. Warto sięgnąć po dwie jego pozycje książkowe: „Sprawy sumienia”, Biblioteczka „Po Prostu”, Książka i Wiedza, Warszawa 1956 r. i „Medytacje o życiu godziwym”, Wiedza Powszechna, wyd. I. 1966 r., wyd. V 1986 r. Być może jest to pokłosie jubileuszu osiemdziesięciolecia urodzin Profesora.
Henryk Elzenberg zapamiętał Profesora w jednej z sytuacji ekstremalnych, gdyż widział „jak ten ‘pozakonfesyjny’ chrześcijanin w czasie wojny wynosił na rękach kobietę z warszawskiego getta”. Przypominam to wydarzenie, którego nie byłem świadkiem, by posłużyło jako przykład dla młodzieży.
Podsumowując, możemy powiedzieć, że etyka oparta na autonomii sumienia (własnym prawie podmiotowym) bazuje na doświadczeniu wewnętrznym pojedynczych osób. „W istocie rzeczy każdy
z nas, niezależnie od kogokolwiek innego, odwołuje się przede wszystkim do własnego sumienia. Ono wydaje w każdej sprawie moralnej sąd surowy, bezwzględny, ostateczny”. Głosy sumień to palestra! (Nie musimy w tym miejscu przypominać, że chrześcijaństwo nie da się zredukować do etyki).

poniedziałek, września 08, 2014

Słowianie zawsze się dogadają

                                                                                            „Odstąp od złego, czyń dobro ;
                                                                                             szukaj pokoju, idź za nim!
                                                                                             oczy Pana [zwrócone są] 
ku sprawiedliwym,
                                                                                             a Jego uszy na ich wołanie”.

                                                                                                           Ps 34(33),15-16.BT



Późny sobotni wieczór w Sankt Petersburgu to dla wielu ludzi czas świątecznego wypoczynku. 
Nasz pobyt tutaj to spotkania z Młodzieżą Wszechpolską w kościołach, zajęcia kulturalne takie jak romantyczny wieczór w operze na balecie ”Giselle”, spacery w białe noce i zwiedzanie miasta co drugi dzień. Niezapomniane wrażenia: przepiękna architektura; cerkwie zamienione w muzea, które można zwiedzać tylko z biletami dla grup zorganizowanych z przewodnikiem, nadto: dla cudzoziemców odpowiednio  droższymi. Znalazła się też okazja podróży morskiej przez Zatokę Fińską i obejrzenia carskiego pałacu zimowego. Moi gospodarze mili i gościnni zwykle czekali z kolacją, mimo, że nasze towarzystwo na ogół organizowało posiłki grupowo we własnym zakresie. Z rana chciałem kupić pszenny chleb na „świąteczny stół” i planowałem to zrobić w drodze powrotnej; tymczasem w natłoku zajęć i słabej znajomości miasta wieczorem to było niewykonalne. 

Nadmiar wrażeń, zmęczenie, chwila nieuwagi i oto minąłem jedyny przystanek, na którym miałem przesiadkę na drugą linię metra w kierunku stacji docelowej „Moskowskaja” w pobliżu miejsca mego zakwaterowania. Minęła godzina dwudziesta trzecia. – Moja urocza dwunastoletnia Przewodniczka 
o imieniu Daria, starsza córka gospodarzy,  u których gościłem, nie oprowadzała mnie tak późno po mieście. Tego wieczoru na szczęście  wracałem z księdzem Jackiem. Ustaliliśmy, że jedziemy 
w niewłaściwym kierunku i w dodatku dość szybko oddalamy się od celu. W tych okolicznościach najprościej było zapytać kogoś z pasażerów o drogę, bo konduktora w naszym wagonie nie było, 
a czas naglił...  Nie ma obawy, do rana wrócimy – poza tym jest dobra okazja do rozmowy.
  
- Rozejrzałem się wokoło i zagadnąłem po rosyjsku stojącego obok nas mężczyznę w średnim wieku: 
- Izwinitie, pożałuista, kak mnie wskore wiernutsja na wtoroje metro(- s  s’ew’era na jug) k ostanowke „Moskowskaja”?  
(- Przepraszam, jak mogę szybko wrócić na  drugą linię metra [z północy na południe] w kierunku stacji „Moskowskaja”?) 
Chyba pomyliłem kierunki (?) Próbowałem mu wyjaśniać jeszcze coś o „przegapionej” przesiadce, ale już nie pamiętam. – „Ważyłem” każde słowo i szło mi dość „kulawo”…  
Można się domyślać, że nasz Towarzysz Podróży wcześniej  obserwował nas i  słyszał o czym mówimy. Z uwagą wysłuchał o co chodzi, a potem, nie wiem dlaczego uznał, że ten język (rosyjski) nie jest dla nas „zbyt przyjazny”. W każdym razie dał nam do zrozumienia, że tak myśli… 
 -  Może wiedział, że wówczas w Polsce w Szkole Powszechnej nauka języka rosyjskiego była  obowiązkowa (?) 
 Po angielsku wyjaśnił nam jak dalej jechać i dodał z uśmiechem: „Słowianie zawsze się dogadają!”


Bardzo ucieszyło nas i trochę rozbawiło to „dziwne” stwierdzenie, po którym nasz Przygodny Przewodnik się przedstawił: 
 - Jestem Wiktor.  
Po czym i ja z księdzem Jackiem wymieniliśmy swoje imiona i uścisk dłoni.
 To dobre imię – dodałem z wdzięczności – znaczy „Zwycięzca”.
 Nasz nowy Znajomy uśmiechnął się i jakby onieśmielony powiedział: 
-  Nawierno mnie nużdno pobiedit’ samogo s’ebia?
(- Pewnie muszę zwyciężyć samego siebie!?)
 - To bardzo roztropna postawa!  
- Wtrąciłem nie czekając, co jeszcze powie.
„Cierpliwy jest lepszy, niż mocny, 
opanowany – od zdobywcy grodu”. Księga Przysłów 16, 32.(BT). 
Panować nad sobą może tylko człowiek dojrzały, a miasto może  zdobyć pospolity gangster… 
Wiktor uśmiechnął się, uniósł swą teczkę w stronę Księdza i otwierając  ją odsłonił duże, jasne bochenki chleba, po czym powiedział: 
- Grab it, please! 
(- Weź,  proszę!)
 A Ks. Jacek odpowiedział: 
- Thank You, I don’t need it!  
(- Dziękuję bardzo, nie potrzebuję!)
 – Touch at least!  
(-To chociaż dotknij!)  – poprosił. 
– Obdarowany posłusznie zbliżył dłoń do chleba.
 – Jeszcze gorący! 
Powiedział głośno, i żeby tak szlachetny gest nie został odrzucony, wskazując na mnie 
prawie wyszeptał: 
- Give him! 
( - Daj jemu!) 
Wiktor wykonał kolejny gest przyjaźni  i wręczył mi gorący bochen białego chleba, o północy
 w metro! Po czym jakby sam zaskoczony swym zachowaniem, czy chcąc zapobiec dalszym protestom wyjaśnił, że wraca z pracy (z drugiej zmiany w piekarni i ma jeszcze dużo chleba na użytek własnej rodziny). Tam , gdzie  jest miasto Świętego Piotra (Sankt Petersburg),  gości obdarza się chlebem!
 Miałem w teczce Nowy Testament  w języku rosyjskim –wymieniliśmy prezenty, a potem każdy pojechał z radością swoją drogą… 

środa, lipca 09, 2014

Zaproszeni do jedności…

Komentarz do Słowa Ef 4, 3-6. Nieszpory na Zesłanie Ducha Świętego, 8.06.2014AD. 


Pięćdziesiątnica ( Zielone Świątki) to święto, które przypada w siedem tygodni od święta Paschy. 
W Starym Testamencie upamiętnia  nadanie Prawa na Synaju [Dekalog]. W Nowym Testamencie, 
po Wielkanocy, po Wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa,  Nowa Pięćdziesiątnica - Zesłanie Ducha Świętego – na mocy Nowego Przymierza nadaje Prawu Bożemu wymiar wewnętrzny. Por. Jr 31, 33.

 „Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” Ef 4, 3-6.(BT). Zaproszenie do jedności


Najpierw uwierz, że zaproszenie [wezwanie] jest skierowane [adresowane] właśnie do ciebie!
Chcesz wiedzieć,   kto cię zaprasza i dlaczego, a raczej dzięki czemu?

 - Może najpierw wyjaśnienie…  Słowo Boże zwraca się do pojedynczej osoby,  jako do członka grupy [osób] żyjących, myślących, działających razem. Przychodzi mi na myśl słowo „liturgia”, które (pochodzi od słów greckich „leiton” „ergon” i) znaczy „dzieło wspólne”.   ”Dzięki więzi” osób działających wspólnie mamy też „dzieło wspólne”- a więc właśnie to, czego wszyscy pragną
(F. Engels w „Dialektyce przyrody” napisał, że ludzie działający, dążąc do własnych [konkurencyjnych] celów, uzyskują skutek, którego nikt nie chciał. Dlatego „procesy społeczne” można rozpatrywać „obiektywnie” na podobieństwo „procesu przyrodniczego”; z pominięciem udziału ich świadomości.

Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi jaką jest pokój.” – Bóg w Jezusie uczynił już dla nas wszystko. - „Pojednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów”. (Por. 2 Kor 5, 19). 
 Pokój z Bogiem jest darem i stanem usprawiedliwionych. (Por. Rz 5,1n.) 
W przeciwieństwie do tego grzech jest źródłem i stanem niepokoju. (Por. Iz 48, 18; 57, 21.)
– Czy tak bardzo nam zaufał, że starania o jedność i pokój składa w nasze ręce i nam powierza? 
– Tak właśnie Jezus postępuje z przyjaciółmi: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”. J 15,14. Taka przyjaźń zrodzona z miłości to ostoja jedności i podstawa nadziei.

Przed tygodniem świętowaliśmy Niedzielę Wniebowstąpienia Pańskiego, a dziś Zesłanie Ducha Świętego.   Jezus przed wniebowstąpieniem powiedział coś przedziwnego, i mam przekonanie – nie tylko na pocieszenie: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeśli odejdę , poślę Go do was. (…) Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy, bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe”. (J 16, 7b. 13.) Jezus wypowiedział cudowną Obietnicę i proroctwo, które się spełni,  jeśli wierzysz, że nasz Pan jest prawdomówny i wiarygodny! Obiecuje, że nas nie pozostawi I zapewnia o miłości Ojca: „Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i  idę do Ojca,. (…) To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.  (J 16, 27-28. 33.)


Miłość i pokój boży są tym, co łączy ludzi i buduje wspólnotę, a w ekstremalnych warunkach decyduje o zachowaniu życia i przetrwaniu. Dlatego również Autor Listu do Hebrajczyków napomina: „Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt  nie zobaczy Pana”. (Hbr 12,14. Por. 1Tes 4,3)

Zanim zbudujemy głębokie relacje miłości i przyjaźni zacznijmy od zgody, która buduje; utrwala pokój i pojednanie. „Jeżeli to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi” radzi św. Paweł. Najpierw w Duchu Miłości i Prawdy zgadzamy się z Bogiem, który jest Panem nieba i ziemi. Chcemy żyć, myśleć i działać na Jego warunkach.  I na tym fundamencie budujemy ludzką wspólnotę, według Bożego Planu. „Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje (…) tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest”. (1 Kor 3, 11-13.)


Nowa świadomość i nowa motywacja… „Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest.” (Ef 4, 4-5.) Chrystus nie jest podzielony! Jego Ciało – wspólnota ludzi odkupionych to „boża budowla” i Nowa  Świątynia. „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”. (1Kor 3, 16-17.) Także jako osoby „nie należymy już do samych siebie” – odkupieni za cenę krwi Chrystusa jesteśmy wezwani do chwały, gdyż otrzymaliśmy nowe życie. (Por. 1 Kor. 6, 19-20; J 15, 8; J 17, 22.)


Dobry, właściwy użytek z wiary… „Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich”. (Ef 4, 6.) – To nie jest życzenie, ani przepowiednia, ale stwierdzenie faktu! To cudowne. Jedyny Bóg Stwórca nieba i ziemi, który jest Panem wszystkiego, jest naszym Ojcem. On jest ponad i poza światem, ale też jest w tobie i w nas. Od Niego mamy Życie! On czyni wszelkie dobro w tobie i przez ciebie ( w nas i przez nas). On ciebie (i nas) potrzebuje,  bo nas kocha! Potrzebuje, aby kochać! „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w  Bogu, a Bóg trwa w nim”. (1 J 4, 16.)    

Ryby

Był piękny słoneczny dzień, wczesne popołudnie. Właśnie skończyłem pracę w bibliotece i chciałbym się posilić zanim pojadę na odczyt do Brańska. (Na zlecenie kol. Waldka P.) - Przy dworcu PKP jest „Smażalnia ryb”- tam najszybciej mogę coś zjeść – pomyślałem i „ruszyłem w trasę”. Bardzo lubię smażone ryby.  Przed smażalnią kolejka na zewnątrz baraku może z dwadzieścia pięć osób.  Nie ma szans – mam za mało czasu! Muszę nie tyle „obejść się smakiem”, ale nęcącym zapachem. I odjazd…  
Już nie pamiętam czym dojechałem na miejsce(autobusem czy taksówką). W Brańsku, w klubie Miejskiego Oddziału PAX czekała mnie druga niespodzianka. W małej salce stały (jeśli dobrze pamiętam)cztery stoliki, a przy jednym z nich czekały na odczyt cztery osoby. (Tres faciunt collegium.) Miałem wygłosić „prelekcję” na temat: „Chrześcijańska wartość pracy ludzkiej”. 


Czekała mnie poważna debata w bardzo ekskluzywnym gronie. Przywitałem się, a na stoliku pojawiła się szklanka aromatycznej „fusiastej” czarnej kawy. Pracownik klubu udzielił mi głosu. Miałem tremę jak  uczeń.

Tamte rozważania nic nie straciły aktualności. Ich inspiracją była encyklika „Laborem  exercens” JP II.  - Co robić, żeby Polska była krajem niepodległym? I jak pracować?. – Przełomem stała się „praca nad pracą”- debata - jak przywrócić wartość i kulturę pracy?-  Praca powinna odzyskać sens, to znaczy wartość porozumienia społecznego, wymiany dóbr; „budowanie wspólnoty na sposób robotniczy”. 
I wymiar sakralny, w którym człowiek jest współpracownikiem Boga. „Praca to wzajemność – mówi Ks. Tischner  – Ale nie chodzi tylko o wzajemność z ludźmi. Chodzi także o wzajemność z Bogiem…” Solidarność: „Praca jest wzajemnością, jest porozumieniem, jest należnością wielostronną. Praca tworzy wspólnotę. Ale w tej wspólnocie każdy musi pozostać sobą…” Praca jest „udzielaniem siebie” , a udzielać siebie może tylko ten, kto „posiada siebie” i włada sobą. W takim znaczeniu nie tyle „praca czyni wolnym”, ale praca wymaga wolności ( wolnych wytwórców.) Szczególnie w sytuacji  „zamachu na Solidarność”: wyrzucania „mitu na złom” oraz „licytacji ideałów”, rzucania wartości „pod młotek”, należy zachować czujność. - Wartość pracy ludzkiej polega na tym, że służy ona życiu. „Nędzny chleb jest życiem biednych, a kto go zabiera jest zabójcą. Zabija bliźniego, kto mu zabiera środki do życia, i krew wylewa, kto pozbawia zapłaty robotnika”. (Księga Mądrości Syracha 34, 22-23.).


Pytasz po co  takie ‘morały’ w dobie wzrastającego bezrobocia? – Gdy nie masz pracy rusz głową! Po zakończeniu spotkania w Brańsku jeden z uczestników dyskretnie podał mi reklamówkę . Ważyła na moje wyczucie więcej niż kilogram. Ku mojemu zaskoczeniu były w niej dwie duże świeże ryby.
-  A więc mój trud nie był całkiem bezowocny?! – To  było jak dowcip: „A teraz masz tu swoje ryby!”.
- „(…) Wart jest bowiem robotnik swej strawy”. (Ew. Mateusza 10,10). Odczułem pełną satysfakcję… 
- Stałem się uznanym robotnikiem,  ma się rozumieć,  w oczach Pana Boga! 
-Wie pan? – Wtrącił p. Stanisław B.- sąsiad z ul. Żelaznej. – Ja też lubię ryby...  
- Moja mama miała stragan rybny na Rynku Siennym jeszcze po  wojnie. 
- A czy pan, Panie Starszy, pamięta okupację Białegostoku? – Zapytałem prowokacyjnie.
- A jakże… pamiętam. Miałem wtedy pewnie z dwanaście lat.
- To proszę coś opowiedzieć: Co pan szczególnie zapamiętał?

- Mieszkaliśmy tu już przed wojną  w „Piaskach”; blisko była uboga dzielnica żydowska - „Chanajki”. Pamiętam, że chodziłem na rynek do mamy. Ale Niemcy (gestapo) i Rosjanie (NKWD) dyktowali „porządki” w mieście. Niemcy wprowadzili zakaz handlu.  - Znalazłem na strychu naszego domu plakat w języku niemieckim i żydowskim (yidish) o zakazie handlu adresowany do Polaków i Żydów.
-  Nie wiem jak mama sobie z nimi radziła, że nie  dawała się złapać... 

Aż tu naraz przychodzi sąsiad (folksdojcz?)w jakimś  mundurze straży miejskiej i oficjalnie - z  urzędu - przypomina o zakazie handlu. – Nie speszyła się i mówi do niego: Helmuś, jak możesz?  - Znamy się od dziecka. Czy ty wstydu nie masz?!   Jak ja wyżywię rodzinę bez handlu?!  Ten porządkowy zachował się po ludzku. Pocałował mamę w rękę, przeprosił i odtąd więcej nie przychodził jej kontrolować. 
- Czy pan również znał go osobiście?
- Tak, ale on był ode mnie dużo starszy… chyba nie byliśmy kolegami… nie ważne. Bardzo się najadłem strachu, gdy mnie złapano na dworcu PKP. Chcieli mnie wywieźć z Białegostoku… „Strach przed człowiekiem to sidło, kto ufa Panu bezpieczny”. (Księga Przysłów 29,25). 


- Miałem szczęście, że udało się zawiadomić mamę i pewien znajomy Niemiec mnie stamtąd zabrał. Tłumaczył policji kolejowej, że ja u niego pracuję, czy coś podobnego i mnie z nim odesłali.

Zapamiętałem jeszcze straszne naloty i bombardowanie Białegostoku… Ponad rok Niemcy i Rosjanie grasowali w mieście. Nie wchodzili sobie w drogę, ani ze sobą nie rywalizowali… Ale do czasu…
Kiedy Hitler wypowiedział wojnę Rosji Sowieckiej, to Niemcy najpierw zbombardowali sowieckie koszary, te w  pobliżu ul. Wołodyjowskiego, gdzie teraz są obiekty cywilne, stadion i lodowisko. 
Były tam  baraki (?) pełne rosyjskich żołnierzy. Nalot był chyba około trzeciej nad ranem…
Na drzewach przy moim domu przy ulicy Żelaznej, jak na choince, wisiały różne części ciała tych żołnierzy w odległości około pól kilometra od wysadzonych koszar.  

Wojna i okupacja trwały jeszcze bardzo długo, a ja musiałem szybko dorosnąć. Chciałem o niej zapomnieć i żyć normalnie…  Pożary, łapanki, strzały w mieście i w lasach na obrzeżach… Do huku można się przyzwyczaić, a  do strachu niestety nie… myślałem, że dorośli się nie boją…
- Panie Stanisławie, to dziwne, niektórzy chcieliby przedłużyć swoje dzieciństwo, a pan? Dlaczego pan chciał być dorosły? Chciałem pracować…  uczyć się nie mogłem… dlatego jeszcze bardziej chciałem pracować…


Po wojnie, za socjalizmu, byłem ‘samodzielnym rzemieślnikiem’, prawie artystą, bo „uprawiałem” rzemiosło artystyczne (szyldy i reklamy)aż do emerytury. Potem było jeszcze kilka zleceń, ale wyrejestrowałem działalność.
– Dlaczego, czy nie przydałoby się trochę ‘dorobić’ do emerytury? 
– Musiałem ryczałtem płacić podatek (2 tys. zł.), więc jak nie zarobiłbym tyle, to czy nie musiałbym dokładać na podatek od działalności z emerytury?  Nakłaniano mnie żebym się znów zarejestrował. Dom zaniedbany, bo nie mam na remont, ani nawet na nowy płot .  Nadal chciałem pracować…
- I nie wywłaszczyli pana? - Były plany, że tu będzie pralnia dla szpitala, garaże i coś jeszcze...
- Dlaczego pan nic nie remontuje? 
- Teraz trzeba postawić nowy…  Są plany – będę mieć nowy dom – ale już kto inny go zbuduje…
-Domki parterowe przed przebudową ulicy Żelaznej mają być wyburzone, a „żelaźni” staruszkowie „dożywają” lepszych czasów? Podziwiam pana. Teraz rozumiem, cywil na 100 %, a  ubiera się jak weteran wojskowy. To nie jest  „moda młodzieżowa”  osiemdziesięciosześciolatka!  Pan nie walczy tylko o przetrwanie, lecz  broni ojcowizny.  A może i czegoś więcej… „Niech mnie broni Pan [Bóg] przed tym, bym miał (.) oddać dziedzictwo mych przodków”.  (Por. 1 Księga Królewska  21, 3n.) 
-  Należałoby jakoś uhonorować takich weteranów. 

Droga cierpienia…

Rozważanie Słowa z jutrzni Wielkiej Soboty (Liturgia Godzin, 19.04.2014 AD).
Psalmodia: Psalm 64; Pieśń Ezechiasza: Księga Izajasza 38, 10-14. 17. 19b-20; Psalm 150.
Czytanie: Księga Ozeasza 6,1-2.


cd
„Chodźcie,
powróćmy do Pana. On nas zranił
i On też uleczy,
On to nas pobił,
On ranę zawiąże.
Po dwu dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego
nas dźwignie
i żyć będziemy
w Jego obecności”.
Oz 6,1-2(BT)
ba

Nie dziwi nas, że niektórzy ludzie jakoś zranieni szukają Boga i innych zachęcają do nawrócenia. 
„Jak trwoga, to do Boga!” – Mówi przysłowie ludowe. Prosty schemat: „Człowiek sprawiedliwy odnosi sukcesy i ma w nagrodę od Boga błogosławieństwo i wszelkie dobra, a grzesznik, ścigany przez Boga, za karę ponosi (różne) straty” wydaje się streszczać ‘nasze’ pojęcie sprawiedliwości.  Oburza nas, gdy dobrze się wiedzie (różnym) złoczyńcom, cierpi zaś sprawiedliwy. Twoim skarbem jest życie! Czy już utraciłeś wszystkie inne dobra i tylko to jedno ci pozostało?! Czy nadal ufasz i nie tracisz nadziei?


Człowiek sprawiedliwy, który jest „człowiekiem sukcesu” to Hiob. Dotknięty wielkim cierpieniem pokutował, „nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości”. (Por. Hi 1, 20-22). Badał siebie, a co najbardziej budujące, gdy był zrujnowany, samotny i chory znikąd nie znajdujący współczucia, krzepił się swym Obrońcą i nadzieją zmartwychwstania. „Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje. Na ziemi wystąpi jako  ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę”. (Hi 19, 25-26). W końcu Bóg usprawiedliwił go, pocieszył i przywrócił mu utracone dobra (zgodnie z wiarą). 
Najbardziej  burzy poczucie sprawiedliwości śmierć niewinnego. „Zabito niewinnego Pana, dlatego będą Go opłakiwać Jak jedynego syna”. (Por. Księga Zachariasza rozdz. 12 wiersz 10). Takie współczucie, zjednoczenie w bólu i żałobie, budzi nasze sumienia; jeśli czujemy się winni przynagla nas do nawrócenia. W celu ocalenia od śmierci pierworodnych (ludzi i zwierząt) Bóg polecił Mojżeszowi w noc przed PESACH (hebr. ominięcie, przejście, ocalenie) zabić baranka, pomazać jego krwią odrzwia, upieczonego na ogniu w całości pospiesznie spożyć, kości zaś spalić. W Egipcie śmierć pierworodnych ominęła tylko oznaczone krwią baranka domy Hebrajczyków. Wyjście z Domu Niewoli, przejście przez Morze Czerwone ( hebr. JAM SUF) i wejście do Ziemi Obiecanej upamiętnia według prawa Mojżeszowego święto PESACH; (por. Wj 12, 21-29).
Hebrajczycy badali baranka przed ofiarowaniem go na PESACH, aby się upewnić, że jest bez skazy, by potem złożyć z niego okup za grzechy Ludu. Podobnie w procesie Jezusa przed Piłatem kapłani żydowscy badali niewinność Skazańca, o którym prorok Jan Chrzciciel powiedział: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Po naradzie i proroctwie najwyższego kapłana Kajfasza „Jezus miał umrzeć za naród, ale także, by  rozproszone dzieci boże zgromadzić w jedno”. Por. J 11,41-53.

W toku procesu Starszyzna i Kapłani obawiali się, że Jezus pozbawi ich władzy królewskiej jako nowy król i pasterskiej jako Mesjasz - Syn Boży. (Świadczą o tym cuda mesjańskie: oczyszczenie z trądu, przebaczanie grzechów, uzdrowienia, wskrzeszenia zmarłych i inne.)  Obawy te były uzasadnione między innymi proroctwem Jakuba (Izraela) o Judzie, że tylko do czasu zachowa berło: władzę królewską i laskę pasterską: wykładnię zasad religii, aż przyjdzie Posłany (Mesjasz), do którego one należą. (Por. Rdz 49,10). Przywódcy żydowscy działali w zaślepieniu (Iz 42, 19) i zatwardziałości serca; przez zawiść  podstawili fałszywych świadków, aby uznać Go za skazańca. (Por. Iz 53, 4n.) Była to „godzina panowania ciemności”. Jednakże  wszystkie te wydarzenia nastąpiły z woli „postanowienia i przewidzenia Bożego”. (Por. Dz 2, 23.)Ofiara z życia Jezusa Chrystusa była dobrowolna. (J 10, 14-18).

O niewinności Jezusa zaświadczył Piłat: „Oto  wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. (J 19, 4b). „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza  rzecz”. (Mt 27, 24.) A jednak skazał Niewinnego przez  co  dopuścił się bezprawia. (Por. Dn 13, 53; Wj 2, 7.)Także Judasz, uczeń który zdradził swego Mistrza wyznał:  „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”. (Jednakże Arcykapłani nie pełnili już „posługi jednania” z Bogiem). Zignorowali go mówiąc: „Co nas to obchodzi, to twoja sprawa”.(Por. Mt 27,4-5). Bardzo ważnym świadkiem Prawdy jest Dobry Łotr, który wisząc na krzyżu wyznał, że odbiera sprawiedliwą karę za grzech, a Jezus cierpi niewinnie. Zwrócił się więc do Niego z wiarą, jako do Króla i Mesjasza: „Jezu wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.(Por. Łk 23, 49-53).  „Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami do zbawienia”- komentuje Autor Listu do Rzymian. (Rz 10,10).


Cierpienie połączone ze współczuciem (współcierpienie) ma większą wartość niż „litość gapiów”, którzy mogą się bardzo wzruszyć widząc wszystko „z zewnątrz” jak w teatrze, nie poczuwając się jednak do odpowiedzialności za cokolwiek… Jako obserwator obawiam się, że nieszczęście innych może być „zaraźliwe”. Ludzie zranieni, chorzy, smutni, zdradzeni, oszukani, odarci z godności, nie są „atrakcyjni” dla samolubnych egoistów, psują statystyki i  jakoś znikają z ich pola widzenia...  „Nieszczęścia chodzą parami” – mówi przysłowie ludowe. Przez współczucie zbliżamy się… To nie jest tylko wspólnota losu. Solidarność w cierpieniu jednoczy, gdy powstrzymujemy się od zadawania bólu. „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę w stosownej chwili” – zachęca Autor Listu do Hebrajczyków (Hbr 4,16). Tym tronem łaski jest krzyż Zbawiciela. Przez „chrzest zanurzający nas w śmierć Chrystusa” umarliśmy razem z Nim dla grzechu, a posłuszeństwo wiary jednoczy nas z naszym Panem w Jego zmartwychwstaniu. (Por. Rz 6, 4-7). Ludzie poranieni, doświadczyliśmy okrucieństwa, bezduszności i wielorakich krzywd wskutek grzechu  to jest bezprawia, dlatego traktujmy nawrócenie jako lepszą możliwość i jasną stronę życia oraz ostatnią szansę! Cierpienie jest lekcją odwagi, cierpliwości i dobrej woli: „Wolę cierpieć niż grzeszyć!”


Współczucie jest pewnym wyrazem miłości. Sprawia, iż zachowujemy powściągliwość w sądzeniu
i nie domyślamy się co złego uczynili ci wszyscy „nieszczęśnicy”, że spotkała ich tak wielka ‘kara boża’. Pan Bóg współczuje wszystkim, którzy wpadli  w ręce „oprawców”, dlatego Syn Boży został wydany
w ręce grzeszników aby doświadczyć cierpienia w ludzkim ciele jako Syn Człowieczy i współczuć  nam. „Pan czyni dzieła sprawiedliwe, bierze w opiekę wszystkich uciśnionych. (.) Nie postępuje z nami według naszych grzechów, ani według win naszych nam nie odpłaca. (.) Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się go boją”. (Ps 103(102), 6. 10. 13). Bóg karci nas jako swe dzieci po ojcowsku dla naszego dobra; delikatnie, taktownie i z miłością (Por. Hbr 12, 4-8.).