czwartek, czerwca 12, 2008

Pragnienie Mojżesza


„Thank You!” „TODA RABA!” „Dziękujemy!” Moshe wychodząc dotyka prawą dłonią MEZUZĘ, a po nim ja i Gospodarz; smutno uśmiecha się do nas na pożegnanie patrząc to na nas, to w przestrzeń ponad naszymi głowami, jakby chciał dobrze zapamiętać (nasze) twarze. Jeszcze raz ogarniamy gościnny dom i gospodarza „lustrującym” spojrzeniem. Mosheh wyjmuje kamerę.- „Można?” W skupieniu pstryk, pstryk i odchodzimy. -Już z pewnej odległości, patrząc na obite tynki i popękane szyby kamienicy, pyta: „Dobrze ci tutaj?” – „Bardzo dobrze!” –„A co zrobisz, gdy to się po trochu zacznie walić... - Remont?!” - „Wyjadę, BEHUC” (za granicę) – odpowiada.– „A może jednak remont?!” Droczy się Mosheh.


Mijamy stragany z kwiatami. Mosheh wyjmuje kamerę – „fotka z kwiaciarką”. Po co mu to – zastanawiam się, ale on jakby czytał w myślach mówi: „Te stragany wzbudzają we mnie mieszane uczucia – podziw i prawie zazdrość. Chciałbym mieć taki stragan z pięknymi kwiatami. Czy mógłbym tu sprzedawać kwiaty?” „Mógłbyś, możesz mieć nawet kwiaciarnię, jak nasza znana piosenkarka w pobliżu Marszałkowskiej” – odpowiadam bez namysłu. (Nie miałem wtedy pojęcia jak traktowano wtedy „prywaciarzy”. Byli postrzegani niemal jako „wrogowie socjalizmu”. Własność prywatna – rodzinna jest podobna do każdej innej formy własności „społecznej”, dziwne, że była zaledwie tolerowana przez komunistyczne państwo).
Mosheh studiuje biologię i marzy o drobnym handlu... Mijamy następne stragany – warzywa, owoce i różne drobiazgi. Wszystko aż cieszy oko. - Ekscytujące... Normalne...

Kupujemy czarne jagody; bardzo dorodne i dojrzałe. Siadamy w pobliżu fontanny.
Ogarnia nas świeży, orzeźwiający, wilgotny chłód. Na placu pełno przechodniów i gołębi... Jagody wyjątkowo soczyste i smaczne. (W milczeniu wycieramy dłonie w papierowe puste torebki i szukamy w pobliżu kosza.) - Mosheh lekko unosi uwolnione ręce i pokazuje mi czerwone od soku jagód dłonie – „Blood of Jesus!” (Krew Jezusa) – Mówi ze smutkiem. Ja wykonuję podobny gest i pokazuję mu swoje dłonie. - Przemknęło mi przez myśl, że jest to jakby ilustracją do pewnego tekstu z Listu do Rzymian: „Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi.” Rz 3,22-25 - Solidarni w grzechu?! - Winni... (Por. Rz 3, 9-20).


„Czy są jeszcze Żydzi w Warszawie? Czy są jeszcze jacyś żyjący ‘ziomale’ –bracia?” – Pyta z ożywieniem Gość. Nie bardzo wiem czy to pytanie retoryczne. Mosheh ni to do mnie ni to do siebie mruczy: „Trzeba zobaczyć w książce telefonicznej”. Przyśpieszamy i podchodzimy do budki telefonicznej. (Jest bardzo porwana książka telefoniczna, teraz potrzebne nam monety lub żetony). Mosheh czyta po kolei nazwiska, nie ma pewności. „Możesz mi pomóc?” – Zgadujemy kto może być Żydem. (To nie takie proste; wielu Polaków ma „nie-słowiańskie” nazwiska, a mniejszości narodowe i cudzoziemcy bardzo często posługują się zmienionymi „spolszczonymi” nazwiskami; zasymilowali się...)


Nagle uderzyła mnie myśl, której kontekstu nie rozumiałem. „(...) Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!” Dz 2,40 - Kogo naprawdę szukamy?! Gdzie jest bezpieczna kryjówka? Czy mamy kogoś zdekonspirować, czy ratować? To przecież nie to samo!
Co robić dalej? Po kilku próbach bez skutku rezygnujemy z tego „obywatelskiego śledztwa”.

Z Marszałkowskiej przez Zgodę i Bracką idziemy niewiele mówiąc jak zwiadowcy... Rozglądamy się. Na niektórych kamienicach są jakieś stare tablice, które Mosheh bacznie ogląda, wyjmuje kamerę, pstryk, pstryk i „Go on!” Idziemy w stronę Łazienek; chciałby zobaczyć Pałac Łazienkowski, a po drodze mieszka, zdaje się, mój kolega z czasu studiów, który jest Żydem. Odwiedzimy go, jeśli jeszcze tam mieszka. – Niestety...


Przed Placem Trzech Krzyży widzę jakiś bar. Jest późne popołudnie; nie jedliśmy obiadu. – „Are you hungry or thirsty?” („Czy jesteś głodny lub spragniony?”) – pytam w momencie, gdy i towarzysz go zauważył. – „I’m hungry of Jersus, I’m thirsty of Jesus!” (Jestem głodny Jezusa, pragnę Jezusa!”) – Odpowiada Mosheh. Idziemy dalej.- W jego oczach jest żar i smutek; raczej tęsknota... Trochę pogwizduje; to jakby próba, a potem po cichu śpiewa. - Wytężam słuch i uwagę... Mogłoby to być coś takiego:


„KEAJAL TAAROG AL-AFIKE-MAIM, KEN NAFSHI TAAROG ELEICHA ELOHIM“
[1]
- Może to był tylko śpiew jego duszy?! - Tak przeszliśmy Plac Trzech Krzyży...

Idąc w stronę Łazienek obaj czujemy się ożywieni. Nie odczuwam zmęczenia nieprzespanej nocy, ani skwaru bardzo pogodnego dnia. Stopniowo, nie wiem, czemu, ogarnia mnie radość. Udzielił mi się nastrój do śpiewu. Trochę z podziękowaniem za razem spędzony czas, a bardziej na pożegnanie proponuję towarzyszowi wspólny śpiew. Mosheh się zgadza, ale czy to wykonalne; co możemy razem zaśpiewać?!
- „I’ll teach you a new song, will you?” (Chcesz, nauczę Cię nowej pieśni?!”)
- Właściwie, kto kogo miałby uczyć tej „nowej” pieśni? Mam na myśli pieśń „oazową” – pewnie z jakiegoś śpiewnika ks. Franciszka Blachnickiego. „HEVENU SHALOM ALEHEM!”
– Na tę propozycję wyraźnie się ucieszył. Podałem melodię i po chwili zaczęliśmy śpiewać:

HEVENU SHALOM ALEHEM! HEVENU SHALOM ALEHEM! HEVENU SHALOM ALEHEM!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

Et pax sit semper nobiscum! Et pax sit semper nobiscum! Et pax sit semper nobiscum!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

E sia la pace con noi! E sia la pace con noi! E sia la pace con noi!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

Et la paix soi avec nous! Et la paix soi avec nous! Et la paix soi avec nous!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

And the peace be with us! And the peace be with us! And the peace be with us!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

Und sei der Friede mit uns! Und sei der Friede mit uns! Und sei der Friede mit uns!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

A mir wsiegda budiet s nami! A mir wsiegda budiet s nami! A mir wsiegda budiet s nami!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

A pokój niech będzie z nami! A pokój niech będzie z nami! A pokój niech będzie z nami!
HEVENU SHALOM, SHALOM, SHALOM ALEHEM.

Śpiewaliśmy i maszerowali jak po kielichu… Dobrze, że nie było w pobliżu milicji, bo moglibyśmy mieć kłopoty…(Nie zamierzałem z kolegą zwiedzać dziś Pałacu Łazienkowskiego).


Spoglądam na zegarek i jak nieproszony, niespodziewany milicjant zjawia się myśl o bliskiej godzinie odjazdu mojego pociągu do Białegostoku. Pojawia się i druga, bardziej pogodna myśl: „Ta nasza wspólna droga po Warszawie jest właściwie „drogą wzwyż”, czymś jak „ALIJA” ( – repatriacja, powrót, nawrócenie, wstępowanie wzwyż, wzrost duchowy). Uśmiecham się. – „Excuse me...” Mosheh wyjmuje coś z saszetki i podchodzi bliżej stając naprzeciw. -„This is to remind of our meeting.” (To na pamiątkę naszego spotkania). Dyskretnie wręcza mi banknot: 5 lirów. (Emitowany w Izraelu w 1973R). Opisany po hebrajsku, arabsku i angielsku. Po jednej stronie jest portret pani premier Goldy Meir, po drugiej zdaje się ściana z owczą bramą. I niewyraźny napis długopisem: Castello de Pieredea Viena. Pewne chodzi o zamek w Wiedniu? Dowód na to, że Mosheh naprawdę zmierza do Wiednia? Próbuję zaprotestować: żadnej zapłaty! Mosheh jeszcze raz zapewnia mnie, że to na pamiątkę. (Znalazł sposób: „Szanujmy się jak bracia...”)
Chciałoby się powiedzieć: „To prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu.”(Por. J 1, 47) - „Do widzenia! See You later!” – “SZALOM, LEHITRAOT!”


Listy prawdopodobnie nie będą na czasie... Studencki adres w Amsterdamie też dawno nieaktualny... Nie wykluczone jednak, jeśli taka jest wola Boża, Mosheh przeczyta kiedyś ten szkic, a może się spotkamy na jakiejś górskiej drodze?!...


[1] „Jak jeleń pragnie ze strumienia wody, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!” – por. Ps 42, 2

Szalom Jeruzalem


Lato w pełni. Minął półmetek wakacji: pierwszy i drugi turnus „Oazy” w Krościenku Nad Dunajcem już za nami. Znów powrót... Są rzeczy i sprawy, do których trudno wracać bez namysłu... Zmęczenie podróżą? Nie szkodzi – atrakcje turystyczne mogą wynagrodzić i to, że właśnie czeka mnie noc w poczekalni na Dworcu Wschodnim. Ostatni pociąg do Białegostoku właśnie odjechał, a następny dopiero po piątej rano... O nie tego jeszcze brakowało! Zabieram się najpierw do kolacji, to pozwoli mi odzyskać siły i opanować rozdrażnienie. Bar dworcowy czynny przez całą noc. Biorę kilka kanapek i herbatę – kawa potem – i czekam chwilę aż zwolni się jakieś miejsce przy marmurowym stole. Podróżni siedzą na wysokich wmontowanych w podłogę taboretach. W milczeniu „konsumują” i odchodzą...


W poczekalni na pierwszym piętrze jedni zdaje się czekają na poranne pociągi, a inni po prostu na nowy dzień. Pod ścianami na kaloryferach „kimają” jacyś starzy ludzie z tobołkami. Śpią siedząc, bądź leżąc na ławkach bezładnie porozrzucani, jak pokonani wojownicy... Niektórzy „czuwają” rozmawiając i kłócąc się, inni głośno chrapią. Ściska mnie w dołku. Mój stoicki spokój – może tylko stary nawyk tłumienia negatywnych uczuć... Mam lekturę ... Przecież nigdzie się nie spieszę; jeszcze wakacje! Jest wolne miejsce i dla mnie! Czytam i drzemię na przemian. Czy to przypadek, że razem oczekujemy poranka, a on i tak nas zaskoczy, chociaż każdego inaczej? Noc minęła, jaskrawe światło dnia, jak dobre życzenie bez słów, wtargnęło do poczekalni. Po chwili „pobojowisko” opustoszało przed porannym sprzątaniem. Chwała Panu za nowy dzień!


Na dole, w hollu głównym przy kasach uformowały się kolejki podróżnych. „Wiadoma rzecz stolica i każde słowo zbędne...” Przede mną jakiś mężczyzna po angielsku prosił o bilet do Wiednia. Kasjerka usiłowała wyjaśnić mu, że taki bilet trzeba kupić w Orbisie przy Brackiej, jeśli dobrze usłyszałem. Pomyślałem, że do odjazdu pociągu mam dwie godziny; odczułem nieodpartą potrzebę zajęcia się tym człowiekiem. Mogę podjechać z nim tramwajem na Bracką i potem jechać dalej, a mój czas nie będzie stracony. Podróżny bez wahania przystał na propozycję, abym był jego „nowym” przewodnikiem. Wsiedliśmy do najbliższego tramwaju jadącego przez Aleje Jerozolimskie. Myślałem, że mamy wysiąść w pobliżu pomnika Chopina, przy Nowym Świecie. Dopiero teraz zastanowił mnie „czerwony kolor”
[1] bluzy, plecaka i czapki mego „towarzysza”. Co mógł oznaczać ostry „strażacki” czerwony strój (nie pamiętam, czy spodnie też były czerwone)? Komunista, Bojownik Czerwonych Kmerów, czy innych brygad?! Co za domysły! Intuicja też na wakacjach?!

Orbis otworzą za kilka godzin. W hotelu młodzieżowym na Brackiej przechowalnia bagażu też była jeszcze nieczynna.(Nie wiem czy TEN MĘŻCZYZNA chciał zostawić tam swój plecak, czy odebrać inne bagaże. Domyśliłem się, że mieszkał (nocował) w tym hotelu). Postanowiliśmy obaj udać się gdzieś na śniadanie. Uśmiechnąłem się na myśl, że Przybysz i to „czerwony”, cokolwiek to oznacza daje mi szansę rozmowy ewangelicznej o Jezusie po angielsku. Idąc do baru Nowym Światem piechotą na Krakowskie Przedmieście mielibyśmy więcej czasu i mniej krępującą sytuację, aby swobodnie porozmawiać. (Czerwony kolor, – jaki alarm?) W praktyce znajdowałem coraz mniej „rzeczy oczywistych”. (Rozsądek nakazywał takt i ostrożność, ale taktyka skutecznej ewangelizacji polega na mówieniu o Jezusie wprost.) Zacząłem jak mnie uczono. Po kilku zdaniach wstępu rozmówca powiedział, że myśli inaczej, ale nie jest ateistą. Poprosiłem by to sprecyzował ( to nam ułatwi rozmowę). Powiedział, że jest Żydem i wraca z Izraela po rocznej pracy w kibucu
[2], aby nadal studiować biologię w Amsterdamie. Zamiast go uściskać powiedziałem pojednawczo, że zaprowadzę go do baru mlecznego, (który lubiłem jako student). Tam będą na pewno smaczne i „koszerne”[3] dania. Mimo braku doświadczenia nie zrezygnowałem z dalszej rozmowy... Mój rozmówca orientował się w temacie, bo stwierdził, że Jezusa ukrzyżowali Rzymianie. Na co odpaliłem, że odrzucając Go jako Mesjasza – Króla, Żydzi ściągnęli na siebie Jego krew – „krew jego na nas i na syny nasze”. (Por. Mt 27, 25). Młodzieniec zasmucił się. Nie powiedziałem mu wtedy, że Jezus przebaczył im (tj. Żydom i Rzymianom), gdyż dobrowolnie, z miłości oddał swe życie za braci i całą ludzkość, aby przywrócić nam życie wieczne. (Por. J 10, 16n).

Pamiętam jak ponad dziesięć lat temu mój promotor prof. Marek Fritzhand zaprosił mnie na konsultacje do swego mieszkania. Domyślałem się, że jest Żydem; lubiłem go i usiłowałem mu pomóc... (Choć wtedy nie bardzo wiedziałem w czym.) Przyniosłem mu wspaniałą książkę Romana Brandstaettera Jezus z Nazaretu. (-Tę powieść o Żydowskim Mesjaszu napisał Żyd mesjanista). Profesor odpowiedział szczerością za szczerość: „Roman Brandstaetter jest moim przyjacielem”. Chciałem zachęcić (Profesora), żeby też czytał Biblię. „Owszem, odpowiedział, czytam ją codziennie w oryginale”. Natychmiast zszedłem ze „swej ambonki” - takiej lekcji pokory mógł mi udzielić tylko Przyjaciel... Starszy Brat w wierze...


Po barowym „koszernym” śniadaniu szliśmy ze swymi plecakami dalej mało korzystając z komunikacji miejskiej, aby łatwiej i szczerze rozmawiać. (Postanowiłem wracać wieczorem - mój bilet był ważny do jutra). Zacząłem odkrywać i drugą stronę medalu: Najpierw On zaprowadził mnie do Żydowskiego Instytutu Historycznego, w pobliżu Placu Grzybowskiego, aby tam odszukać swoją genealogię, gdyż jego ojciec z rodziną wyemigrował z Polski, a konkretnie z Radzynia Podlaskiego. Mosheh (Mojżesz), tak miał na imię mój nowy znajomy, znalazł w parę minut swój rodowód, a potem obejrzeliśmy wystawę fotografii poświęconą historii Pawiaka, Getta i Powstania Warszawskiego. Byłem wstrząśnięty. Ten potworny koszmar to nie sen, a jednak potrzebujemy przebudzenia... Podczas spotkania z dyrektorem Instytutu Mosheh „wyspowiadał” go przy mnie: „Czy jesteś obrzezany?” „Czy jesz koszerne posiłki?” „Czy świętujesz SZABAT?” - Dyrektor skarżył się na hucpę gościa.


Po wyjściu stamtąd weszliśmy obaj na chwilę do jakiegoś kościółka. Potem szliśmy do Teatru Żydowskiego (niestety była przerwa urlopowa). Niedaleko stąd jest Synagoga.(Też zamknięta nie wiem dlaczego). Mosheh zaczął się śmiać; po chwili powiedział: „Żyd z katolikiem chodzą jak bliźniaki ...” Obok synagogi spotkaliśmy na podwórzu dwóch mężczyzn. Jeden z nich bezzębny, biednie ubrany i nietrzeźwy siedział na kamieniu; drugi go strofował, że SZABAT, a on nieprzygotowany. Ten drugi, to gospodarz domu przy ul. Twardej („Twerda syks”, jak sam nam powiedział). Zaprosił nas do mieszkania. Na odrzwiach była MEZUZA
[4]. Po chwili musiał zdać sprawę przed Mojżeszem ze swego prowadzenia się. (Czy jest obrzezany, jak traktuje koszer, czy jest praktykujący?) Mosheh jest prostolinijny jak Nehemiasz!

Test wypadł pomyślnie. Gospodarz ma przygotowany wcześniej posiłek szabatowy. – „Bobys” – gotowany bób mocno solony o smaku orzeszków ziemnych. Biało nakryty stół i świece; butelka żytniej (KOSZER).– Proponuje toast: SZALOM JERUZALEM, po czym nalewa trzy kieliszki. (Oni nakładają kipy: okrągłe czapeczki na czubek głowy, a ja lewą dłonią przykrywam czubek głowy). Patrząc na wschód ze łzami w oczach wznosimy toast: „SZALOM JERUZALEM!” Teraz czuję się syjonistą...


(Odtąd zachowuję całkowitą abstynencję od alkoholu...)


[1] „Kolor czerwony” – jakiś alarm? (W języku hebrajskim „CEWA ADOM” znaczy „ALARM!”)
[2] KIBUC – kolektywne gospodarstwo rolne w Izraelu
[3] KOSZER(NY) – zdatny, właściwy, nadający się; KASZRUT - przepisy żydowskie o ‘rytualnej czystości’.
[4] MEZUZA - zwój z cytatami z Biblii: Pwt 6,4-9; 11, 13-21; w rurce umocowanej do odrzwi u wierzących Żydów.

piątek, maja 16, 2008

[1] The author of the letter to Hebrews captures the role of angels in an interesting way: “Are not all angels ministering spirits sent to serve those who will inherit salvation?”(Heb1:14) We can say that it applies to us, too if we accept it on faith.
[1] Pray and work (“ora et labora”) is a rule attributed to St Benedict of Nursia (480-547). John Paul II called it the address calling for the liberation from the bondage of consumerism. At 1500th anniversary of St Benedict’s birthday (21March 1980) when The Pope was speaking in the Abbey at Monte Cassino he proposed (with reference to Gregory the Great’s dialogues) the broadened Benedictine rule: “Pray, work and don’t be sad”.

The rule of spirytual work - "Pray and work"


Special mission – looking for the candidate for Isaac’s wife(instead of an introduction there is a presentation).
In 24 chapter of Genesis a fascinating story is described. Aged Abraham, out of concern for his family, wanted to arrange his son Isaac’s marriage. Being the patriarch’s servant (it could have been Eliezer of Damascus: Ge15:2) and the steward of his estate, he was sworn to act as a matchmaker. His mission was to find a maiden from Nahor’s family (Nahor was patriarch’s brother living in Charan).
The first thing that causes the prickle of excitement is Abraham’s firm conviction that his plan is absolutely effective: “The Lord ,the God of heaven, who brought me out of my father’s household and my native land and who spoke to me and promised me on oath, saying, ’To your offspring I will give this land’ – he will send his angel before you so that you can get a wife for my son from there.”
[1](Ge24:7)
The messenger set off to Charan at the head of a small caravan. As soon as he arrived at his master’s homeland in Aram Naharaim he waited in a proper and symbolic place - near a well. It was outside the town in the evening. He had ten camels with gifts. The servant unsaddled the animals and waited. He knew, or rather: expected, that women would come to fetch water at exactly the same moment. ( We don’t know what kind of people he had to help him. He didn’t walk through the town with matrimonial plans and he didn’t visit all Nahor’s family. He behaved like a fisherman with an invisible fishing rod waiting for his take. His behaviour was both strange and effective. He just planned that the candidate would come to him on her own).
He began to pray: “O Lord, God of my master Abraham, give me success today, and show kindness to my master Abraham. See, I am standing beside this spring, and the daughters of the townspeople are coming out to draw water. May it be that when I say to a girl, ’Please let down your jar that I may have a drink,’ And she says, ‘Drink, and I’ll water your camels too’ – let her be the one you have chosen for your servant Isaac. By this I will know that you have shown kindness to my master.”(Ge24:12-14)
Before he finished praying Rebekah had come. She was the daughter of Bethuel, the son of Milcah, the wife of Nahor, the brother of Abraham. She was carrying a jar on her shoulder. Rebekah was very beautiful and she was a virgin. She came up to the spring and after filling her jar she was going back. At that moment a stranger barred her way but she wasn’t frightened too much. Instead, she stopped and waited. Then the servant said: ”Please give me a little water from your jar.” “Drink my lord, ”she said, and quickly lowered the jar to her hands and gave him a drink. After she had given him a drink, she said, ”I’ll draw water for your camels too, until they have finished drinking.”(Ge24:18-19) She quickly watered all the camels while the concentrated and surprised servant was observing everything in silence. He waited until all the camels were watered. This was a sign.
He took out a golden nose ring weighting half a shekel and put two golden bracelets on her hands. They weighted 10 shekels. Then he asked: ”Whose daughter are you? Please tell me, is there room in your father’s house for us to spend the night?.”(Ge24:23) Rebekah told him: “I am the daughter of Bethuel, the son that Milcah bore to Nahor”. And she added, “We have plenty of straw and fodder, as well as room for you to spend the night.” So the servant fell on his knees and bowed down to the Lord saying: “Praise be to the Lord,the God of my master Abraham, who has not abandoned his kindness and faithfulness to my master(…).”(Ge24:27)
Then the Chosen ran home and told her mother about everything that had happened. She had a brother named Laban who immediately hurried to this important and mysterious stranger near the spring outside the town. He came up to him and invited him in a special way: “Come, you who are blessed by the Lord,” he said. “Why are you standing out here? I have prepared the house and a place for the camels.”(Ge24:31) Laban had seen the nose ring and the bracelets on his sister’s arms and had heard what Rebekah said about the messenger.(I encourage all readers who are interested in the subject to read 24 Chapter of Genesis).
Immediately on the second day, after the evening feast and sleep Rebekah with her nurse and the retinue mounted the camels and together with Abraham’s servant they went away in haste. At the same time Isaac waited sadly in Negev (he was also at the well) when the caravan with the Chosen approached: “Isaac brought her into the tent of his mother Sarah, and he married Rebekah. So she became his wife, and he loved her; and Isaac was comforted after his mother’s death.”(Ge24:67)
The events which were described are like a good screenplay which can be a model in many aspects. These are characteristic attitudes of believers: (1) believing in success (2)prayer (3) having a plan and entrusting it to God (4) waiting for confirmation of the plan by a sign (5) action (6) not relying on oneself or other people (7) thanking God through prayer.
It is noticeable that Abraham treated his son’s marriage as a priority of his responsibility. However, he trusted his steward and that is why he entrusted him with the most important function – to be a matchmaker. The official proxy was sworn. As a messenger he acted according to the rule: settle the matter and say goodbye (he wasn’t prolonging his delegation because he wanted to be a guest). We can underline here the two men’s commitment. The above Adventure is a peculiar introduction to the spiritual rule.

In order to gain more clarity and orderliness and to create the model of functionality in our thinking and action we are going to present the rule of spiritual work: “Pray and work” (which, in the other form, is also known as Benedictine rule of spiritual work) in the form of the following formula:

P1 -> P2 -> W

P1 – Prayer – spiritual work
(P1- this symbol means our wishes, desires and needs which initiate our thinking and action). Thus, spiritual work will be based on absolute honesty with God and oneself. In order to gain this we should examine our desires and needs and fulfil three conditions:
- Is it good? – we should examine the purity of our intentions to avoid evil.
- Win spiritual support (word of God, Promises, will of God, prayer)
- ‘eliminate’ evil thoughts (evil thoughts mean evil projects)
P2 – precise project (idea, conception, plan, scale model, description, ‘prototype)
W – work (precisely according to the project); it means work in the ‘material’ sense)

Justification - the friend of God: Ge24, Pr20:5, Jas1:17-18, Jas4:3, 1Jn5:13-14, Mt6:33, Lk10:27, Mt7:12(+Lk6:31), Pr3:9-10, Ps37:4-5, Jer29:11 (the step of faith – application), Isa55:9-10.

St Benedict of Nursia, the founder of the community and the monastery at Monte Cassino, created ‘The Rule’ of life where he explained that: “We wrote this rule to obey it in monasteries and to show decency and the beginning of monastic life”. The rule rejects slavery and demands prayer and work. “Laziness is the enemy of soul. That is why brothers should be occupied with manual work during some hours and with religious reading during other hours”. It is worth remembering that Benedictines from Tyniec prepared Polish translation of the Bible – the Millennium Bible.

The source and justification (the rules of spiritual work): by thorough analysis of the Bible we assume that we should seek the example and inspiration to solve our problems in the Bible, with the help of God. St Paul justified this attitude: “All scripture is God-breathed and is useful for teaching, rebuking, correcting and training in righteousness, so that the man of God may be thoroughly equipped for every good work”.(2Ti3:16-17) We will use the chosen fragments of the Bible and we will base the truthfulness and effectiveness of our formula on them. In order to be clearer we will omit a lot of details. The selection of quotations creates a composition similar to a stained-glass window. The light filters through it and only then you can understand the whole. It conveys the conception but it does not say everything.

“The purposes of a man’s heart are deep waters, but a man of understanding draws them out”(Pr20:5). “The more we plan our action the more we are affected by coincidence”. F. Dürrenmatt – ‘Physicists’. We can reach the conclusion that each event has got two variants. That is why today’s planners approach a problem cautiously. They prepare plan A and in case of a failure plan B. There is an old saying: time will tell.
When we look at this issue through our formula (prayer àproject àwork) we will notice that a person who started planning during making a project began from ‘the middle’ and a person who acts according to the plan finishes their work. Thus, “a man of understanding” from the Book of Proverbs draws from the deep waters of his plans in his heart for a good beginning and a good start. “He will have no fear of bad news; His heart is steadfast, trusting in the Lord”(Ps112:7). This man acts according to his conscience, he agrees with God and asks God for advice
[2].
“Every good and perfect gift is from above, coming down from the Father of the heavenly lights, who does not change like shifting shadows. He chose to give us birth through the word of truth, that we might be a kind of firstfruits of all he created”.(Jas1:17-19) John the Apostle can tell us that before ‘a man of understanding’ starts his work he answers the question: ‘Is it good?’ by examining his desires and needs. He (or she) does not take action if he is not sure about the positive answer to this question. “When you ask, you do not receive, because you ask with wrong motives, that you may spend what you get on pleasures”.(Jas4:3) Unfortunately, in these or similar circumstances our plans are elusive.

Winning spiritual support means trusting God and being sure that God is on our side. John the Apostle assures us: “This is the confidence we have in approaching God: that if we ask anything according to his will, he hears us. And if we know that he hears us – whatever we ask – we know that we have what we asked of him.”(1Jn5:14-15)

”But seek first his kingdom and his righteousness, and all these things [that you need in life]will be given to you as well.”(Mt6:33) When Jesus tells us about the priority of our attempts he shows us how to confirm our relationship and friendship with God. He does not neglect our needs. The good news is that all our needful goods will be given ‘in addition’ because our Father knows what we need.

The key to build The Kingdom is love and acting according to ‘the golden rule of behaviour’.

“He answered: ’Love the Lord your God with all your heart and with all your soul and with all your strength and with all your mind’; and, ‘Love your neighbour as yourself.’ ”(Lk10:27)

“So in everything, do to others what you would have them do to you, for this sums up the Law and the Prophets.”(Mt7:12) “Do to others as you would have them do to you”(Lk6:31) The golden rule of behaviour which is described here grants us the privilege of deciding how people should treat us. The good news is: ‘good beginning’ means that ‘I make the first move’ – I am in my own way an individual lawmaker. I do not need the support of a parliamentary majority or any other group. I do not need it because in this meaning I am ‘sui iuris’
[3]. I establish my own heaven or hell and my own social code by ‘how’ and ‘in what way’ I treat people!

Hospitality and dedication are the opposites of consumerism. These virtues guarantee us the support of those who are grateful to us: “Honour the Lord with your wealth, with the firstfruits of all your crops; then your barns will be filled to overflowing, and your vats will brim over with new wine”.(Pr3:9-10) “Delight yourself in the Lord and he will give you the desires of your heart. Commit your way to the Lord; trust in him and he will do this.” (Ps37:4-5)

---
The prophet Jeremiah encourages us to pray and think about the future with hope. He assures us that we have spiritual support as if ‘in blanco’. We decide about our future ourselves as soon as our attitude is absolutely sincere: “For I know the plans I have for you ,’ declares the Lord, ‘plans to prosper you and not to harm you, plans to give you hope and a future. Then you will call upon me and come and pray to me, and I will listen to you. You will seek me and find me when you seek me with all your heart.”(Jer29:11-13)
The prophet Isaiah assures us that it is worthy to know the Promises of God and to believe in the power and effectiveness of Word of God: “As the rain and the snow come down from heaven, and do not return to it without watering the earth and making it bud and flourish, so that it yields seed for the sower and bread for the eater, so is my word that goes out from my mouth: It will not return to me empty, but will accomplish what I desire and achieve the purpose for which I sent it”.(Isa55:10-11)

Do you want to be the friend of God like Abraham? - There is such a possibility – Check: Jn15:15-16
---


Our lecture about the above rule is not complete. So called ‘intellectual work’ and ‘physical work’, which are denoted by P2 and W, have a matter-of-fact description in methodology of work in different jobs and fields. Without undermining the competence of experts we can only make it clear that work that is done heartlessly does not bear fruit. Moreover, a sad worker weary expends energy and ruin their health and do not have any satisfaction.

If our Readers want to treat the above disquisition with understanding, I hope we will fulfil the creative conception of the better Designer. He invites not only monks from monasteries but also us to participate in the community, the adventure of a fruitful life and the brand – Benedictine quality of work.

(Translation: Agata Wojnicz)


[1] The author of the letter to Hebrews captures the role of angels in an interesting way: “Are not all angels ministering spirits sent to serve those who will inherit salvation?”(Heb1:14) We can say that it applies to us, too if we accept it on faith.
[2] Like David who was praying: ”Search me, O Lord, and know my heart; test me and know my anxious thoughts. See if there is any offensive way in me, and lead me in the way everlasting”.(Ps139:23-24)
[3] A man has autonomy; it means he(or she) has the right to take action, he is his own master; he does not come under paternal authority (in Roman law)

wtorek, maja 08, 2007

Dlaczego "Światło - Życie:?


„I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.” Łk 13, 6-9(BT)

Zamiast wstępu:

Co zrobił ogrodnik? Dlaczego i na co dał czas? Jaki stąd wniosek? Do kogo, lub czego odnosi się przypowieść? – Nie mam zamiaru wyręczać Cię, Drogi Czytelniku, w odpowiedzi na te i podobne pytania.

Ponad trzy lata temu (ten szkic napisany na gorąco) miałby dziennikarską formę „wywiadu” z wybitnym nauczycielem, wychowawcą i teologiem. Była to jedna z ostatnich okazji do rozmowy z ks. Rektorem przed Jego odejściem do wieczności. Czas minął – wywiad nie został spisany. Czytelnik wybaczy, że nasz wywód mimo to, ma formę sfingowanego, trochę nietypowego, wywiadu. Brak szczegółów. Nie ma i nie będzie jasności, kto zadaje pytanie, a kto odpowiada itd.
Przy każdym spotkaniu nasz Gospodarz dawał odczuć, że jest to najbardziej stosowny czas dla nas. (Kawa i ciasteczka to nie tylko symbol gościnności; przy stole łatwiej o mniej oficjalne zachowania i wypowiedzi.) Nie dawał szybkich, jedynie oczywistych podpowiedzi – wolał stawiać pytania i zachęcał rozmówcę z ogromną cierpliwością i gotowością słuchania. W ten pamiętny wieczór siedzieliśmy jak zwykle przy kawie z Księdzem Profesorem, gdy bez większych wstępów ktoś z prostotą zapytał: „Dlaczego nam katolikom i Kościołowi potrzebna jest odnowa?”
Rozważanie tematu tzw. „odnowy” nie jest pobożnym ćwiczeniem – całkiem spontanicznie i jak bumerang powraca tak długo, aż wywoła pożądany skutek. „Pustka życia i smutek wielu serc nie da się wyrazić słowami.” Por. Rz 8, 26; 2Tm 3,5.
„Na czym polega odnowa ewangeliczna i chatyzmatyczna? Jaką rolę pełni w niej Ruch Światło-Życie?” Za dużo pytań. „Czy możemy zacząć od „źródła” wiary?”

Św. Paweł w dłuższym wywodzie w Liście do Rzymian doszedł do ciekawego wniosku:
„Ale cóż mówi: Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. Wszak mówi Pismo: żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony. Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę! Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył temu, co od nas posłyszał? Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.” Rz 10,8-17(BT)

- W Ruchu Światło-Życie istotna jest odnowa „korzeni” wiary (odnowa ewangeliczna).– Jego główne charyzmaty (nadzwyczajne dary łaski) to ewangelizacja i ekumenizm. Przyjęcie z wiarą Słowa Bożego prowadzi do „żywej wiary”; do oddania życia Jezusowi oraz dążenie do jedności Kościoła. Nowym środowiskiem życia dla nowo nawróconych stają się małe grupy. W nich przez czytanie Biblii i rozmowy wzrasta wiara i poznanie Pisma Świętego, których jakby „naturalnym” owocem jest życie Słowem Bożym.
„A więc to jest celem odnowy...”
Dlaczego często odnosimy wrażenie, że ludzie z „odnowy” ewangelicznej „konkurują” z tymi z „odnowy” charyzmatycznej?”
„Glosolalia” - mówienie „językami” i modlitwa spontaniczna - czy to monopol jedynych „nawiedzonych”?
Myślę, że to zwykłe nieporozumienie. Chciałbym biegle znać kilka języków oprócz języka polskiego w postaci nie wyuczonej umiejętności, ale na razie bez nauki nic z tego. Są jednak dary łaski, nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Celem odnowy jest owocne życie. Duch Święty inspiruje ruchy charyzmatyczne, w tym i Ruch Światło- Życie przez swe dary i owoce, których końcowym i zewnętrznym wyrazem jest diakonia we wspólnocie. Czy to jest jakieś programowe uproszczenie sprawy? (...)

Od dawna mamy szczęście do zebrań i spotkań. Tym razem jest to przyjęcie imieninowe Jurka w gronie przyjaciół „oazowych” w mieszkaniu u Bożenki. Po iście świątecznej gościnie przyszła kolej na modlitwę za solenizanta. (To dobry zwyczaj błogosławienia i pocieszania; są też prezenty, a nadto zdarza się Słowo „proroctwa” (cytat z Pisma Św. lub inne natchnione „poselstwo” czy „słowo-przesłanie”.) – Modlimy się, jest „rozeznanie” i Słowo, a we mnie pustka prawie absolutna. Myśli też całkiem nie pobożne...

Ratunku!!! Ta stara sprawa nie ulega przedawnieniu... Tej nocy nad ranem miałem bardzo „wymowny” sen. Byłem na spotkaniu z dwoma nieznanymi osobami: mężczyzną i kobietą. Oboje czytali Pismo Święte. Poprosiłem ich o Słowo. Najpierw mężczyzna głośno przeczytał: „Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć, bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga. Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś, strzeż tego i nawróć się! Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie.” Ap 3, 2-3.(BT). Po nim poprosiłem też tę niewiastę. Przeczytała jakiś fragment po cichu dla siebie. Zastanawiałem się czy przeczytała to samo, czy coś innego. Wówczas zobaczyłem kartkę papieru i parametry: Ap 3, 2-3.

Pomyślałem, że ta reszta, która miała umrzeć to wszyscy odkupieni, a więc ci, za których umarł Chrystus. Trzeba w nich ożywić wiarę w Jezusa – osobistego i jedynego Zbawiciela! Przypomniałem sobie, że Szymon Piotr miał podobne napomnienie, aby umacniać braci. „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony <> utwierdzaj twoich braci”. Łk 22,31-32(BT)

Dlaczego to słowo napomnienia przyszło do mnie, a nie do solenizanta? Próbowałem przemyśleć tę sprawę na trzeźwo, po przebudzeniu. Wszystko się zgadzało - parametry nie były pomyłką. Z pomocą przyszedł mi Heniek. Pracował on z kolegą w piwnicy w korytarzu centralnie oświetlonym. Jego kolega zabrał światło w boczny korytarz, bo chciał sobie lepiej poświecić, ale w ten sposób zabrał światło potrzebne Heńkowi. – Jego opowiadanie miało podobny sens jak przypowieść. „Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.” Mt 5,15-16. Przywłaszczenie światła jest mniej złośliwe niż schowanie go pod korcem, ale utrudnia życie tym, którzy są w domu. Ważne jest nie tylko to wiedzieć...

Zastosowanie: „Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć, bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga. Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś, strzeż tego i nawróć się! Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie.” Ap 3, 2-3.(BT).

poniedziałek, stycznia 08, 2007

Zasada pracy duchowej – „Módl się i pracuj!”

Misja specjalna – poszukiwanie kandydatki na żonę Izaaka.
(Zamiast wstępu prezentacja).

W dwudziestym czwartym rozdziale Księgi Rodzaju jest opisana fascynująca historia. Sędziwy już Abraham, w trosce o przyszłość rodziny, zamierzał ożenić swego syna Izaaka. Sługa patriarchy(mógł to być Damasceńczyk Eliezer - patrz Rdz 15,2) zarządca całej jego posiadłości, po odpowiednim zaprzysiężeniu otrzymał pełnomocnictwo w roli swata, tj. konkretną misję – znaleźć pannę z rodu Nachora (brata patriarchy mieszkającego w Charanie). – Pierwsza rzecz, która wręcz budzi dreszcz emocji to przekonanie Abrahama o zupełnej skuteczności jego planu: „Pan, Bóg niebios, który mnie wywiódł z domu mego ojca i z mego kraju rodzinnego, który mi uroczyście obiecał: Potomstwu twemu dam ten kraj, On pośle swego anioła przed tobą; znajdziesz tam żonę dla mego syna.” 1 Rdz 24,7(BT)


Posłany, niezwłocznie wyruszył na czele niewielkiej karawany (na wielbłądach) do Charanu. Skoro tylko znalazł się w rodzinnym kraju swego pana w Aram Naharaim, przyczaił się
w stosownym, a jakże symbolicznym miejscu – tj. przy studni. Było to poza miastem w porze wieczornej. (Miał z sobą dziesięć wielbłądów z prezentami.) Rozsiodłał zwierzęta i czekał. Wiedział,a raczej spodziewał się, że właśnie wtedy kobiety przyjdą po wodę. (Nie wiemy jakich ludzi miał do pomocy. Nie chodził po mieście z ofertą matrymonialną i nie wizytował całej rodziny Nachora! Postępował jak rybak z niewidzialną wędką czekający na swą zdobycz. Jego zachowanie było równie dziwne jak skuteczne. Po prostu zaplanował, że kandydatka przyjdzie do niego sama).

Zaczął się modlić: „Panie, Boże Pana mego Abrahama, spraw, abym spotkał ją dzisiaj(...) Gdy teraz stoję przy źródle i gdy córki mieszkańców tego miasta wychodzą, aby czerpać wodę, niechaj dziewczyna, której powiem: Nachyl mi dzban twój, abym się mógł napić, a ona mi odpowie: Pij, a i wielbłądy twoje napoję, będzie tą, którą przeznaczyłeś dla sługi swego Izaaka; wtedy poznam, że jesteś łaskaw dla mego pana”.

Zanim skończył modlitwę nadeszła Rebeka córka Betuela, syna Milki, żony Nachora, brata Abrahama; niosła dzban na ramieniu. Była to panna bardzo urodziwa - dziewica. Podeszła do źródła i napełniwszy swój dzban wracała. Wtedy ów przybysz zabiegł jej drogę, a ona nie wystraszyła się zbytnio. Zaciekawiona zatrzymała się wyczekująco. – Wtedy on rzekł: „Daj mi się napić trochę wody z twego dzbana! Na to ona odpowiedziała: „Pij, panie mój - i szybko pochyliła swój dzban, i dała mu pić. A gdy go napoiła, rzekła: Także dla twych wielbłądów naczerpię wody, aby mogły pić do woli.” Szybko nanosiła wody dla wszystkich wielbłądów. W tym czasie on skupiony i zdziwiony przyglądał się wszystkiemu w milczeniu. Czekał dopóki wielbłądy się nie napiły do woli. To był znak – Z tym nastawieniem wyjął złoty kolczyk wagi pół sykla i włożył na jej ręce dwie złote bransolety ważące dziesięć syklów. Dopiero wtedy zapytał: „Czyją jesteś córką, powiedzże mi; czy w domu twego ojca jest miejsce dla nas na nocleg?” - Rebeka odrzekła: „Jestem córką Betuela, syna Milki, którego ona urodziła Nachorowi”. Po czym dodała: „Dość u nas słomy i paszy oraz miejsca do przenocowania”. Wtedy ów sługa padł na kolana i, oddawszy pokłon Panu, rzekł: „Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg mego pana Abrahama, który nie omieszkał okazać łaskawości swej i wierność memu panu(...)” Por. Rdz 24,12-27

Tymczasem Wybrana pobiegła do domu i opowiedziała matce wszystko, co się wydarzyło. Miała ona brata Labana, który zaraz pośpieszył do ważnego, tajemniczego przybysza za miasto do źródła. Podszedł do niego i zaprosił go bardzo szczególnie: „Pójdź, błogosławiony przez Pana, czemu stoisz tu na dworze! Przygotowałem dom dla ciebie i miejsce dla twych wielbłądów”. Rdz 24,31. Widział, bowiem kolczyk i bransolety na rękach swej siostry i słyszał, co mówiła Rebeka o tym Posłańcu. (Zainteresowanych Czytelników zachęcam do lektury dwudziestego czwartego rozdziału Księgi Rodzaju).

Po wieczornej uczcie i noclegu, zaraz na drugi dzień Rebeka i jej piastunka ze świtą wsiadły na wielbłądy i ze sługą Abrahama pospiesznie odjechali. Tymczasem Izaak ze smutkiem i utęsknieniem czekał w Negebie (również przy studni), gdy zbliżała się karawana z Wybraną...
„Izaak wprowadził Rebekę do namiotu Sary, swej matki. Wziąwszy Rebekę za żonę Izaak miłował ją, bo była mu pociechą po matce”. Rdz 24,67

Opisane wydarzenie, w którym wszystko odbyło się jak w dobrym scenariuszu jest pod wieloma względami wzorcowe. Charakterystyczne postawy ludzi wierzących: (1) Wiara w powodzenie, (2) modlitwa, (3) plan i powierzenie go Bogu, (4) czekanie na potwierdzenie planu przez znak, (5) działanie, (6) nie poleganie na sobie; czy tylko na ludziach, (7) podziękowanie Bogu w modlitwie. - Łatwo zauważyć, że Abraham traktował ożenek syna jak priorytet swej odpowiedzialności. Jednak ufał swemu „wielkorządcy” i, pewnie dlatego powierzył mu teraz najważniejszą funkcję swata. Pełnomocnik został zaprzysiężony – jako posłaniec natomiast działał według zasady „załatw sprawę i żegnaj”. (Nie przedłużał swej delegacji, aby się gościć). Można tu podkreślić pełne zaangażowanie obu. Powyżej opowiedziana Przygoda była swoistym wprowadzeniem w porządek duchowy...

Św. Benedykt z Nursji, założyciel wspólnoty i klasztoru na Monte Cassino, ułożył „Regułę” życia wyjaśniając: „Napisaliśmy tę regułę, abyśmy przestrzegając ją w klasztorach, wykazali godziwe obyczaje i zaczątek życia monastycznego”. Reguła odrzuca niewolnictwo nakazując modlitwę i pracę. „Lenistwo jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia powinni w pewnych godzinach zajmować się pracą ręczną, a w innych Bożym czytaniem”. Warto pamiętać, że Benedyktyni z Tyńca opracowali polski przekład Pisma Świętego – Biblię Tysiąclecia.

W celu uzyskania większej przejrzystości i systematyczności dalszych rozważań oraz swoistego modelu celowości w naszym myśleniu i działaniu przedstawimy teraz znaną nam w innej postaci benedyktyńską zasadę pracy duchowej – „Módl się i pracuj” przy pomocy następującego wzoru:

P1-> P2-> W

P1 - praca duchowa
(„P1”- pod tym symbolem umieścimy nasze pragnienia, potrzeby i pożądania, które inicjują myślenie i działanie). Praca duchowa będzie więc polegać na uzyskaniu pełnej szczerości przed Bogiem i przed sobą samym. W tym celu zbadaj swe pragnienia (potrzeby i pożądania) i rozwiąż trzy kwestie:
Czy to jest dobre? – Mamy badać czystość intencji, aby unikać zła.
Uzyskaj duchowe poparcie ( Słowo Boże, Obietnice, wola boża, modlitwa)
„Zlikwiduj” złe myśli (- Złe myśli, to złe projekty!)
P2 – projekt konkretny (pomysł, wyobrażenie, plan, makieta, opis, „prototyp”)
W – wykonanie (dokładnie według projektu); jest to praca w sensie „materialnym”

Uzasadnienie – przyjaciel Boga: Rdz 24, Prz 20,5; Jk 1,17-18; Jk 4,3; 1J 5, 13-14; Mt 6,33; Łk 10,27; Mt 7,12 (+ Łk 6,31); Prz 3, 9-10; Ps 37,4-5; Jr 29,11 (krok wiary - zastosowanie); Iz 55,9-10.

Źródło i uzasadnienie (zasady pracy duchowej): wychodzimy z założenia opartego na wnikliwej lekturze Biblii, że w niej mamy szukać wzorów i natchnienia do rozwiązywania naszych problemów przy Bożej pomocy. Jak wcześniej uzasadnił taką postawę Święty Paweł: „Wszelkie Pismo od Boga natchnione /jest/ i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości - aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu.”
2 Tm 3,16-17. Posłużymy się wybranymi tekstami Pisma Świętego, na których opieramy prawdziwość i skuteczność naszego wzoru. Dla większej przejrzystości pominiemy wiele szczegółów: Dobór cytatów z Pisma Świętego stanowi kompozycję podobną do witrażu, przez który przenika światło i dopiero ta całość jest zrozumiała - komunikuje zamysł twórczy, ale nie mówi wszystkiego.

„Głęboką wodą plan w sercu człowieka, czerpie z niej człowiek przemyślny”. Prz 20, 5. „Im bardziej planowe jest nasze działanie, tym skuteczniej uderza w nas przypadek”. F. Dürrenmatt – Fizycy Możemy dojść do wniosku, że każde zdarzenie ma jakby dwa warianty – dlatego dzisiejsi projektanci podchodzą do tej pracy ostrożnie: ustalają plan A oraz w przypadku niepowodzenia plan B.
Mądrość ludowa ujmuje tę sytuację żartobliwie: „Na dwoje babcia wróżyła”.
Patrząc na zagadnienie z użyciem naszego wzoru (praca duchowa →projekt →wykonanie) zauważamy, że kto tworząc projekt zaczął planować, ten zaczął od „środka”, a kto działa według ustalonego planu, ten jakby „kończy” dzieło. Dobry początek stanowi, zatem praca duchowa. „Człowiek przemyślny”, o którym Księga Przysłów mówi, że czerpie on z głębokiej wody planów w swoim sercu ma dobry początek i dobry start. „Nie porazi go zła nowina – jego mężne serce zaufało Panu”. Ten człowiek kieruje się sumieniem, zgadza się (z Bogiem) i radzi się Boga2.
„Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.” Jk 1,17-18 (BT) Apostoł Jakub może nam podpowiedzieć, że „człowiek przemyślny” badając w sercu swe pragnienia, potrzeby i pożądania zaczyna (pracę) od rozstrzygnięcia pytania: „Czy to jest dobre?” i nie podejmuje działania dopóki nie uzyska pewności w tej sprawie. „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.” Jk 4,3(BT) W takich i podobnych okolicznościach nasze plany są niestety -„pisane na wodzie”.

Szukanie duchowego poparcia to ufność i pewność, że Bóg jest po naszej stronie: Jan Apostoł zapewnia nas: „Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili.” 1 J 5,14-15
„Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko, <> będzie wam dodane”. Mt 6,33 (BT) Jezus mówiąc nam o pierwszeństwie naszych starań pokazuje jak możemy potwierdzać naszą więź i przyjaźń z Bogiem. Nie pomija naszych potrzeb. – Dobra wiadomość to informacja, że nasze wszystkie (potrzebne) dobra otrzymamy na „dokładkę”, bo nasz Ojciec wie, czego potrzebujemy. Kluczem do budowania Królestwa jest miłość i postępowanie według „złotej zasady postępowania”. „On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego.” Łk 10,27.
„Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.” Mt 7,12 „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie!” Łk 6,31 Złota zasada postępowania podana w taki sposób daje nam przywilej decydowania jak ludzie mają nas traktować. Pomyślna wiadomość: „Dobry początek” oznacza, że „ja mam pierwszy ruch” – jestem na swój sposób indywidualnym prawodawcą. Nie potrzebuję poparcia większości parlamentarnej, ani żadnej innej? Właśnie nie, gdyż w tym sensie jestem osobą „sui iuris”3; przez to, „co” i „jak” czynię ludziom ustanawiam swoje niebo lub piekło i własne wzory społeczne!
Przeciwieństwem konsumizmu jest gościnność i ofiarność, które to cnoty zapewniają nam poparcie tych, którzy są nam wdzięczni: „Czcij Pana ofiarą z twego mienia i pierwocinami całego dochodu, a twoje spichrze napełnią się zbożem i tłocznie przeleją się moszczem.” Prz 3, 9-10
„Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał”. Ps 37,4-5
Prorok Jeremiasz zachęca nas do modlitwy i myślenia o przyszłości z nadzieją zapewniając, że mamy duchowe poparcie jakby „in blanco”. - Sami określamy przyszłość, o ile nasza postawa jest całkowicie szczera:
„Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was - wyrocznia Pana - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do mnie swe modlitwy, a ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca”. Jr 29, 11-13

Prorok Izajasz zapewnia nas o tym, że warto poznawać Boże Obietnice i wierzyć w moc i skuteczność Słowa Bożego: „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.” Iz 55, 10-11.
Czy chcesz, jak Abraham, być przyjacielem Boga? - Jest taka możliwość! - Sprawdź: J 15, 15-16.
Nasz wykład podanej zasady nie jest zupełny. Tzw. „praca umysłowa” i „praca fizyczna” oznaczone w naszym wzorze symbolami P2 i W mają swój rzeczowy opis w metodologii i metodyce prac w poszczególnych dziedzinach i zawodach. Nie wchodząc w kompetencje „fachowców” możemy tylko zastrzec, że nigdy nie przynosi dobrego owocu praca wykonywana bezdusznie, zaś pracownik smutny trudzi się, zużywa siły i zdrowie; wyniszcza się i nie ma z tego żadnej satysfakcji.

Jeśli Szanowni Czytelnicy zechcą z wyrozumiałością potraktować powyższe wywody, to mam nadzieję, że spełnimy razem zamysł twórczy Lepszego Projektanta, który nie tylko zakonników ze wspólnot monastycznych zaprasza do wspólnoty, przygody owocnego życia i „markowej”- benedyktyńskiej jakości pracy.

piątek, listopada 17, 2006

Czas na Ciebie - prośba

To co przeczytaliście dotychczas jest tekstem broszury, której nie mogłem dotychczas wydać. Bardzo mi pomożesz, gdy zechcesz podzielić się ze mną i innymi czytelnikami swoimi refleksjami.
Będę wdzięczny za wszystkie uwagi. Pomogą mi one w redakcji tekstu i być może przyśpieszą wydanie książkowe.
Roześlij również link tego blogu do swoich znajomych. Oczywiście pod warunkiem, że uznasz to co przeczytałeś tutaj za warte twego wysiłku i czasu Twoich przyjaciół.

Pozdrawiam Cię Serdecznie
Roman

Jadę do Ciebie


Trudno powstrzymać dziś emocje
Wciąż nas przynagla duch
Zbyt wolny „środek lokomocji” -
Osiołek, czy może mój druh?!

Jadę do Ciebie na osiołku
A droga wciąż daleka
Dobra nowina coraz bliżej:
Bóg kocha Cię i czeka!

„Śpieszmy się kochać ludzi,
Tak szybko odchodzą!” –
Zachęcał i odszedł Przyjaciel...

Choć jedno serce obudzić – prosił -
Nim długą zmęczysz się drogą!
Miałbym pokochać pierwszy!
...i ja Cię!-

Zaproszenie do przygody


Wielki Nakaz Misyjny Chrystusa: Mt 28, 16-20
„Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody , udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Mt 28, 16-20 (BT)
***
1.Audiencja na Górze u Króla Królów: Mt 28,16n – Spotkanie na szczycie - „tam gdzie Jezus im polecił”. - I ty też możesz wziąć udział w ważnym „spotkaniu na szczycie” (z Jezusem Chrystusem). - ,Masz jakieś wątpliwości? - To zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe?!

2.Nawet niektórzy z tych, co przyszli pokłonić się Panu Jezusowi też mieli wątpliwości.


3.Autorytet Chrystusa – Króla: Jezus ma najwyższą władzę
1


4.Nakaz: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody
!


5.Czy jesteś uczniem Chrystusa? – Jeśli jeszcze nie, wpierw sam zostań uczniem! Jak się to robi?


a/. Trwanie w Słowie Bożym i w miłości Chrystusa: J 15,7 –16;

„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.” J 15,7-17(BT)

Droga wzrostu:

Nowonarodzone Dziecko Boże -> uczeń -> przyjaciel -> brat. Por. 1J 3,1-3; Rz 8,28-29
„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.” 1 J 3,1-3 (BT) – Tak nas zapewnił Jan Apostoł.

Podobnie naucza św. Paweł: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi.” Rz 8,28-29 (BT).

b/. Ogólne zasady - Takt i umiar w postępowaniu z ludźmi: 1Tm 5,1-2.

„Starszego wiekiem nie strofuj, lecz nakłaniaj prośbą jak ojca, młodszych - jak braci, starsze kobiety - jak matki; młodsze - jak siostry, z całą czystością!” 1 Tm 5,1-2 (BT)

c/. Sztafeta opisana przez św. Pawła Apostoła Narodów (- pogan): 2Tm 2, 1- 2.

„(...) co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych.” 2 Tm 2, 2(BT).

6. Właściwa postawa animatora i ewangelizatora - trzy podobieństwa podane przez Św. Pawła – bojowanie, zawody i trud rolnika ( orka, siew, pielęgnacja i żniwo):


a/. Ewangelizator jest jak żołnierz: 2 Tm ,3-4. Ef 6,10 Co charakteryzuje postawę żołnierza? Najkrócej powiemy – dyspozycyjność, posłuszeństwo i uzbrojenie; to oznacza życie poświęcone Bogu. „Nikt walczący po żołniersku nie wikła się w kłopoty około zdobycia utrzymania,

żeby się spodobać temu, kto go zaciągnął.” 2 Tm 2,3-4 (BT).

b/. Podobieństwo do sportowca: przestrzega reguł gry: 2 Tm 2,5. „Również jeżeli ktoś staje do zapasów, otrzymuje wieniec tylko /wtedy/, jeżeli walczył przepisowo”. 2Tm 2,5. 1 Kor 9, 24-27.

„Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy
w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego.” 1 Kor 9.24-27.(BT)
Hbr 12, 1-2 „I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.” (BT).

Na zawodach sportowiec postępuje według obowiązujących zasad i to określamy dzisiaj jako uczciwe dążenie do sukcesu czyli „fair play”. Paweł pisze, że tylko zawodnik przestrzegający zasad na stadionie otrzymywał wieniec laurowy w czasie igrzysk olimpijskich w starożytności;

tj. gdy walczył „przepisowo”.

c/. Pracowitość rolnika: orze, sieje, pielęgnuje, zbiera plony w żniwa: „Rolnik pracujący w znoju pierwszy powinien korzystać z plonów.” 2Tm 2, 6. „Rozważaj, co mówię, albowiem Pan da ci zrozumienie we wszystkim”.2 Tm 2,7 (BT) - Tym, co nie chcą się fatygować rozważaniem pan nie śpieszy z darem zrozumienia! – Bez pracy, nie ma kołaczy!” – mówi ludowe przysłowie.

Por. Ga 5,16. 6, 7-8. Mt 9, 37 - Rolnik nie może sobie pozwolić na żadne „przekręty” z przyrodą. Nie zrywa się gruszek na wierzbie. - Paweł stosuje podobieństwo pracy rolnika do osiągnięć duchowych. „Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała”. Ga 5, 16(BT)

„Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje
w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne.” Ga 6, 7-8(BT) – Jezus porównał swych uczniów i współpracowników głoszących Ewangelię – Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym - do pracujących rolników – żniwiarzy: „Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.” Mt 9, 37-38 (BT) Bóg nie powołuje swoich uczniów i świadków zmartwychwstania, gdy oni nie chcą służyć, ani nawet modlić się o to aby zapragnąć.

7. Duch Święty wyposaża nas w swą moc i czyni świadkami Jezusa: Dz 1,8. Por. 2 Tm 2, 7.

„(...) ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” Dz 1, 8 (BT) - Aby skorzystać z pomocy Ducha św. Apostoł Paweł zachęcał jednak do własnego wysiłku : „Rozważaj, co mówię, albowiem Pan da ci zrozumienie we wszystkim”.2 Tm 2,7 (BT) Rozważanie, czyli dociekanie, analizowanie, poszukiwanie prawdy, jest oznaką, że jej naprawdę pragniemy i wtedy Duch przychodzi nam z pomocą i Pan daje zrozumienie; czasem nawet w formie nagłego olśnienia czy odkrycia.

Rozważmy więc pokrótce, co obiecał Jezus przed wniebowstąpieniem. A więc Jezus zapowiedział, że „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc” . Skoro rolnik pierwszy korzysta z plonów swej pracy, to my otrzymując w prezencie od Jezusa i Boga Ojca Ducha Świętego pierwsi odczujemy zmianę w naszym życiu – zaczniemy żyć zgodnie z przykazaniem miłości i będziemy mieli moc pokonać grzech w swym życiu. Bóg da nam nowe pragnienia i siłę do wykonania nowych zadań. „Będziecie moimi świadkami” – przewidział Jezus. Są dwa rodzaje świadectwa: słowa i czyny – to, co mówmy dzieląc się swą wiarą i doświadczeniem Bożej miłości oraz nasze życie. Ludzie patrząc na nas widzą zmiany i pytają: „Czemu to przypisać, kto to sprawił?” i wówczas możemy im powiedzieć, co Bóg nam uczynił. Uczniowie Jezusa mieli świadczyć tam, gdzie żyli, a byli Żydami, a więc: w Jerozolimie, w Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi. – Dla nas oznacza to w najbliższym otoczeniu (w rodzinie, szkole, mieście),
w regionie, kraju i w dowolnym innym miejscu na świecie, gdzie Pan Bóg nas pośle. (Nie oznacza to ucieczki od codziennych obowiązków: nauki, szkoły, rodziny, pracy... Ogólnie mówimy, że Duch Św. jest duchem ładu. Nadto, że daje On moc do całkiem normalnego, a nade wszystko owocnego życia. Krótko mówiąc - z Nim możemy odnosić sukcesy w życiu, nie tylko duchowym i w każdej dziedzinie).

Warto dodać do podobieństwa z żołnierzem, że chrześcijanin podobnie jak żołnierz nie ma się bać cierpienia, ani prześladowania. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” Mt 10, 28-32 (BT)

Zastosowanie: „Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.” 1P 3,15 (BT)


1. Por. Mt 11, 27: „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.” Ps 24,1-2: „Dawidowy. Psalm. Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy. Albowiem On go na morzach osadził i utwierdził ponad rzekami.” - Jezus jest Panem nieba i ziemi – „wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone”... Bóg Ojciec przekazał Mu władzę: panowanie i sąd. Por. Ef 1,16; Hbr 10, 30.

wtorek, listopada 07, 2006

Epilog


„Dlaczego właściwie przymusiłeś mnie do opowiadania o tych wydarzeniach?!”
Zamiast odpowiedzi „padło” kolejne pytanie: „Jak to było, gdy dorastałeś?” - „Może przypomnienie problemów z „własnego doświadczenia” pomogłoby zrozumieć tych młodych ludzi?”
W moim przypadku młodzieńczy bunt, tj. „chodzenie własnymi drogami” miało, jak pamiętam, podwójny sens. Wydaje mi się, że nigdy nie szukałem samego smaku wolności – w głębi duszy czaiła się ciekawość prawdy. - Czy inni ludzie mają podobne doświadczenia? (Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie: Czy musiałem wykonać tak długi „bieg na rzecz sprzeciwu”, zanim mogłem zrobić „krok na drodze posłuszeństwa” wierze, w której wzrastałem?) Mój upór był przypuszczalnie cechą charakteru, a przekora pozostałością, reliktem z dzieciństwa. (- Zapewne miało to związek z moją relacją do ojca, jak to często sugerują psychologowie.)
Wielkim odkryciem i zwrotem w moim życiu była zasada „Bożej pedagogii” zapisana przez świętego Jana. J 5,19-24: „W odpowiedzi na to Jezus im mówił: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia.” Pamiętam jak podziwiałem własnego ojca, bo potrafił wykonać wiele prac. Miał w moich oczach ogromne możliwości. Lubiłem przyglądać się, gdy pracował. Teraz przenoszę tę ciekawość na wszystkie inne sprawy, w których próbuję odkryć Autora. Zachęciło mnie to, co Jezus obiecał: „Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie.” J 6, 45
Jezus prowadzi nas do wtajemniczenia. W ten sposób dochodzimy do odkrycia Księgi innej od wszystkich książek – Biblii, która wprowadza nas w dialog z Bogiem. Aktualność Słowa zapisanego w Piśmie Świętym była i jest całkowicie osobistym przeżyciem. Myślę, że niejeden człowiek przychodzi do Jezusa w potrzebie, gdy jest już za bardzo słaby, utrudzony i bezradny, żeby brnąć dalej. Jezus zaświadczył, że podobnie jak On, nie jesteśmy zdani tylko na siebie: J 8, 29-32:
„A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego. Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.”. Przygoda naszego życia – Boży Plan ukryty w Biblii, to długa historia. Wszystko może się zacząć z chwilą podjęcia pierwszej decyzji i nasze życie się zmieni z dnia na dzień. Mamy konkretne zaproszenie w Ew. Mateusza 11, 28-30: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Doświadczyłem tego, że Słowo Prawdy ma moc i wartość ponadczasową. - Określa, co było, jest
i będzie. To wprawia mnie w zachwyt i podziw nad wielkością i tajemnicą tej Jedynej w swoim rodzaju Księgi.
Słowo biblia – księgi - w jęz. gr. to liczba mnoga rzeczownika biblos – księga. Biblia jako imię własne oznacza Pismo Święte, czyli Stary i Nowy Testament. Ogół ksiąg tradycyjnie podzielono na historyczne, dydaktyczne i prorockie. - Stąd lektura tych ksiąg wymaga różnego podejścia do rodzajów literackich i znaczenia przekazywanych tam prawd. Względy techniczne i cała zawiła filozofia języka Biblii ciągle mają dla uczonych niemało zagadek. Przez wiarę nawet prostaczek dojdzie do zbawczej prawdy - Słowa Życia, do której został zaproszony.
Powiedz tylko, odpowiedział rozmówca: „Czy to wszystko zdarza się naprawdę, czy może powiedziałeś tak - bo tego od ciebie oczekiwałem, że po prostu chciałem to usłyszeć?!”
„Wkrótce sam się o tym przekonasz” – Odpowiedziałem lakonicznie i uśmiechnąłem się tajemniczo.
C. D. N.

Zaatakowałem najbardziej uzbrojonego


Gorący czas: praca zawodowa na miejscu, wyjazd w weekend raz w miesiącu na „latający uniwersytet”, potem, w niedzielne popołudnie Msza Św. za Ojczyznę na Żoliborzu (przy Placu Wilsona). Nocleg z soboty na niedzielę i posiłki u przyjaciół to „normalka”! – Sobotni i niedzielny wieczór, po domowej kolacji, był szczególną okazją do Spotkań Biblijnych w Małej Grupie, która zawiązała się w sposób prawie „naturalny” przy wspólnym stole. Do dziś nie bardzo rozumiem jak wystarczyło nam sił, zdrowia, czasu i pieniędzy żeby sprostać temu wszystkiemu! Niemożliwe! Cudem była koordynacja tego wszystkiego, choć zdarzały się też wpadki i aresztowania. –Czy tylko w konspiracji można służyć ojczyźnie? - Patrząc z perspektywy czasu - myślę, że mało tam było zdarzeń i rzeczy przypadkowych. - Solidarność: to cały sztab wolontariuszy ( z własnej woli pracujących za darmo) – profesorów, pisarzy i wszelkiej maści i „profesji” amatorów. – W efekcie: spotkania, wykłady, szkolenia i tony rozprowadzanych książek, broszur i ulotek z wydawnictw niezależnych. - Czy kierował nimi duch czasu?! - Zapewne Ruch Społeczny jest kierowany przez Ducha. Cóż to jest solidarność?! - Skąd pochodziła jej siła ?! Sobotnie wieczory w Warszawie spędzałem zawsze tam, gdzie mogłem się bezpiecznie „zabunkrować” z przyjaciółmi i Siostrą M. - Czekali wiernie na mnie i lektury. Wiedzieli, że im ich nie żałowałem, a zawsze coś nowego i interesującego przywiozę.

Właściciel domu, u którego nocowałem, od okupacji nie pozbył się strachu – był „rodowitym” warszawiakiem (- niestety odeszli już do wieczności); ja nie bardzo wiedziałem czego mam się bać - zupełnie nie miałem doświadczenia). - Czasami rozmawiałem z Gospodarzem do późnej nocy. - Częstował mnie kawą, dużo palił i miał wielką potrzebę wypowiedzenia się; może nawet zwierzeń. Spotkania te były i dla mnie zawsze bardzo ważne. W nocy, jak zauważyłem, nigdy nie gasił radia. Raz zasypiałem przy cichej muzyczce: „Śniłem sen o ogniu, który płonie jakby za mną, ale każdy mój oddech go podtrzymuje i podsyca”. – To był piękny sen... Rano pospiesznie wracałem na „latający uniwersytet’. Druga sesja do południa.

Po Mszy Św. obiad i sesja popołudniowa. Wieczorem jeszcze raz Msza Św. za Ojczyznę (zawsze na Żoliborzu). Miałem chyba szczęście, bo udawało mi się bezpiecznie wracać na kolację do przyjaciół. Przed odjazdem spotkanie: Studium Biblijne w Małej Grupie, a potem do domu bez „pałowania” i „armatek wodnych”, (o których wiedziałem ze słyszenia). - Co miesięczne studium Słowa Bożego, jakby w „nagrodę” za gościnę, odbywało się do późnej nocy, do samego niemal odjazdu pociągu. Potem było tak mało czasu, że nasz Gospodarz miał wątpliwości czy możemy po nocy, przy nieregularnej komunikacji, nie znając miasta, bezpiecznie i na czas dotrzeć do dworca. - W ostatniej chwili decydował, że odwozi nas na dworzec swym samochodem. To bardzo upraszczało sprawę dla nas – dla niego zaś oznaczało to, że noc i czas snu skróci się mniej więcej o dwie godziny (i może jutro pojedzie do pracy nie dość wypoczęty.) - Na ogół nikt z nas nie brał tego za bardzo pod rozwagę. – Nie chciał też od nas pieniędzy na paliwo. Pomyślałem sobie, że w sam raz na podziękowanie dobra będzie książka, którą właśnie miałem przy sobie (nie pamiętam jaka). Zapamiętałem tylko zakładkę (w języku niemieckim) z tej książki – był to mini kalendarzyk ze Słowem Życia: „Dieser Tag ist ein Tag guter Botschaft...” – Dzień dzisiejszy jest Dniem Dobrej Nowiny...” 2 Krl 7, 9b. – Bardzo chętnie pozbyłem się natrętnego „przypominacza” (myślałem - ten kalendarzyk już wkrótce się zdezaktualizuje...) - Uściski dłoni: „Z Bogiem!” - „Szczęść Boże!” - Szeroki, serdeczny uśmiech i wchodzę do pociągu. Szok! Takiego tłoku dawno nie było! – Nie mogłem przejść korytarzem. – Wówczas w myśli zażartowałem: „Ilekroć jadę ‘służbowo’ ma być miejsce siedzące!” Spojrzałem kątem oka w lewo. - W tym właśnie przedziale było kilka wolnych miejsc! Usiadłem przy oknie. Przedział był bardzo słabo oświetlony. Naprzeciw mnie, również przy oknie, siedział oficer w mundurze z kaburą przy pasie.

(Może nie miał broni, bo musiałby jechać w osobnym przedziale? - Zamknąłem oczy i myślałem, że dobrze byłoby trochę pospać – za chwilę północ !) - Jasna myśl nieco mnie „otrzeźwiła”: „Oddałem zakładkę z cytatem ; Słowo, które znałem zostało przy mnie bez uszczerbku. „Wtedy powiedział jeden do drugiego: Nie postępujemy właściwie. Dzień dzisiejszy jest dniem radosnej nowiny, a my milczymy. Jeżeli będziemy zwlekali aż do brzasku porannego, to spotka nas kara. Nuże, chodźmy teraz i zanieśmy wieść do pałacu królewskiego”. 2 Krl 7,9 - Ochota na drzemkę powoli mijała. – Więc mam miejsce siedzące nie po to, żeby spać?! „Nie postępuję właściwie?!” – „Nie mam milczeć?!” – „Nie mogę czekać do rana?!” - Nie za bardzo wiem o czym mogę rozmawiać o tej porze z nieznajomymi. – Dyskretnie przyjrzałem się żołnierzowi; najpierw spróbuję czymś go zająć.

Wyjąłem z kieszeni książeczkę: „Czy doświadczyłeś życia w pełni Ducha Świętego?” - Może jej treść będzie dla tego człowieka „radosną nowiną” ? – Po chwili zwróciłem się do nieznajomego: „Przepraszam, może miałby Pan ochotę poczytać ?” I nie czekając na odpowiedź wyciągnąłem ku niemu rękę z książeczką. – Oficer drgnął, jakbym go obudził, i dość machinalnie wyciągnął swą rękę chwytając podawaną mu mini lekturę. „Dziękuję!”- powiedział i natychmiast zaczął czytać. Po przeczytaniu mniej więcej połowy doszedł do drobniejszego druku i z wysiłku, bo było prawie ciemno, oczy zaczęły mu łzawić. – „Proszę Pana, dalej nie dam rady czytać, za drobny druk i słabe światło” – wyjaśnił krótko. – „Czy to Pana zainteresowało?” – próbowałem nawiązać rozmowę. –„Tak!” – Odpowiedział lakonicznie. - „Może Pan zatrzymać broszurę i w domu spokojnie dokończyć”. Podziękował i schował ją do kieszeni. Z obawy, że rozmowa się na tym „urwie” próbowałem dalej – „Chciałem zauważyć, że niektórzy ludzie nie robią użytku z wiary w praktyce” – usiłowałem sprowokować dalszą rozmowę. – Nic nie odpowiedział i patrzył wyczekująco.– „Nie zgadzam się, żeby wiarę i tzw. ‘sferę ducha’ zamknąć w jakiejś kapliczce i zaglądać tam raz w tygodniu - powiedzmy w niedzielę, no może jeszcze w święta...” – Nadal tylko słuchał. – (Czy to będzie monolog?! –Myślałem poirytowany. Sytuacja stawała się odrobinę trudna...) – „Jako (wojskowy) zawodowiec zapewne docenia Pan wartość informacji. Wywiadowcy muszą za ważne informacje narażać swoje bezpieczeństwo, a nawet życie”. – Śmiało, muszę mówić dalej – to go zainteresuje - pomyślałem! Patrzyłem na niego uważnie i ciągnąłem swój wywód: „Złapanych szpiegów czeka ciężkie więzienie lub śmierć. Duchowy „informator” – Duch Święty – nie sprzedaje wiadomości. - On daje je w prezencie”. Bardzo to go zainteresowało: – „Czy to może mieć zastosowanie w tak świeckiej dziedzinie jaką jest wojsko?”- Zagadnął jakby z nadzieją.

Nie mogłem za wiele „teoretyzować”, siedział przecież przede mną nie teolog chętny do dysput, ale jak wyczuwałem, pragmatyk. -„Proszę Pana, jestem cywilem, jako harcerz byłem zwiadowcą, a teraz nie mam nic wspólnego z wywiadem. Chcę powiedzieć, że mimo to mogę mieć dostęp do informacji o znaczeniu wojskowym, w dodatku nie narażając zdrowia, ani życia. – Niedawno, na przykład, byłem świadkiem przejazdu kolumny rosyjskiego wojska. - Jechali nocą przez Supraśl. - W myśli życzyłem sobie coś się o nich dowiedzieć. ‘W duchu’ zapytałem o ich liczbę, cel „marszruty” i uzbrojenie. Jechali ok. 45 min. bardzo wolno i z niemałym hałasem. Upłynęło ok. 10 min. a ktoś nie widoczny (z powodu ciemności nocy) ze ścieżki obok szosy, którą jechałem na rowerze, pozdrowił mnie po imieniu i złożył zwięzły meldunek: „Pułk ruskich jedzie do Orzysza na manewry; - cztery transportery opancerzone”. Odwzajemniłem pozdrowienie (nadal nie wiem kto to był). - Podziękowałem i pojechałem dalej. – Ten informator właśnie odpowiedział mi na pytania, których mu nie zadałem. – „Dziwne!” - bąknął wojskowy. – „Pominąłem szczegóły: W kolumnie jechał gazik z napisem: WAI – „Wojennaja Awtomobilnaja Inspekcja – to dowództwo pułku!” – odrzekł wojskowy. - „Na szosie stał w lesie (od południa) ‘jakiś szwejk’ w kapeluszu z tropiku, z opaską na ramieniu, a karabin był jak sprzed I Wojny Światowej”. – „Dyżurny Ruchu. -To nie karabin, to granatnik przeciwpancerny!”- Wtrącił. – „RGP-panc ?” – „RPG-7”. – Dodał oficer. - „Nie widząc go, po pół roku, podał pan rodzaj broni i kaliber lufy !?” – Duch Święty jest „Przedziwnym, cudownym Doradcą” i „Pocieszycielem”. - Jego rada może być ‘natchnieniem’, czyli jakimś rodzajem myślowego odkrycia – ‘olśnienia’; może się też posłużyć drugim człowiekiem. – I On tak właśnie robi. - W Nowym Testamencie Jezus postawił swym uczniom i wyznawcom jeden warunek: muszą być z Nim w jedności; z Niego czerpać życie, mądrość i miłość... „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni.” J 15,7. - Może to się Panu wyda dziwne, ale Duch Święty w jakimś stopniu przemawia i do świata, tj. do ‘zsekularyzowanych’ niedowiarków, a czyni to dla ich dobra. – Jezus powiedział: „Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu - bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś - bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie - bo władca tego świata został osądzony. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz /jeszcze/ znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe”. J16, 7-13. „Dziękuję za tę rozmowę – chyba jestem w rodzinie jedynym niedowiarkiem. Dlaczego Pan wybrał właśnie mnie?!” Spojrzałem na kaburę, uśmiechnąłem się, i patrząc mu prosto w oczy powiedziałem: „Zaatakowałem najbardziej uzbrojonego!”